Zdrowie

Gry jako wsparcie dla weteranów wojennych

Gry wideo mogą stresować, ale mogą też pomagać żołnierzom z traumami. Terapeutyczny „powrót na misję” pozwala znów poczuć realny zapach palonych opon i prochu, usłyszeć gwizd przelatującej kuli i zacisnąć dłonie na karabinie – makiecie M-16 w skali jeden do jednego. Przede wszystkim jednak pozwala ponownie ujrzeć pole bitwy – wirtualne, bo istniejące tylko w grze, ale dojmująco sugestywne.

Autor: Paweł Franczak

Amerykanin Travis Boyd miał na misji w Iraku proste zadanie: składanie ręczników i czyszczenie sprzętu sportowego na siłowni w swojej bazie wojskowej w Al-Hadisie. Nie myślcie jednak, że Boyd to jakaś lebiega, któremu dano do pracy najprostsze zajęcie, wprost przeciwnie: ten 22-letni żołnierz rok wcześniej brał udział w misji w Al-Falludży, gdzie jego oddział wpadł w zasadzkę na dachu jednego z budynków. Wszyscy jego koledzy zostali wówczas ranni, niektórzy nie wyszli z tego z życiem. Travis, który został trafiony odłamkiem szrapnela, został później odznaczony Medalem Purpurowego Serca. Jego praca w siłowni miała służyć dociągnięciu do końca służby – jako że na trzecią pełną misję wojenną nie zezwalały przepisy – i pomóc w dojściu do siebie po traumatycznych doświadczeniach z dramatycznej akcji.

Ale monotonna, spokojna praca wcale nie pomagała. Ba! Boyd niemal nie mógł jej wykonywać. Mówił „New Yorkerowi”, że jego umysł pracował na podwyższonych obrotach, nigdy nie dając mu wytchnienia za sprawą powracających wspomnień z akcji. Nie mógł spać, nie wytrzymywał przebywania w tłumie, nie był w stanie prowadzić auta (woziła go żona), był przybity i rozbity.

Zdiagnozowano u niego PTSD, czyli syndrom stresu pourazowego. To zaburzenie lękowe według DSM IV (to obszerna klasyfikacja zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego) pojawia się u osób, które doświadczyły sytuacji zagrożenia życia. Stwierdza się je, gdy ktoś od ponad miesiąca ma m.in. trudności z zasypianiem, nadmierną czujność, nawracające stresujące sny i tym podobne.

Z PTSD radzi sobie świetnie psychoterapia, którą lekarze zalecili Travisowi, ale powiedzieli mu też o pewnej nowości. Może zechciałby wziąć udział w eksperymencie? PTSD miałoby być leczone w za pomocą gry komputerowej o wiele mówiącej nazwie „Virtual Iraq” („Wirtualny Irak”). Dla wielu żołnierzy takie rozwiązanie jest wygodne – boją się bowiem, że wizyta u psychoterapeuty odnotowana w ich papierach może zaszkodzić im w karierze.

fot3
„Wirtualny Irak” to nie przelewki, zwłaszcza z hełmem do wirtualnej rzeczywistości.

„Virtual Iraq” to rodzaj terapii imersją w wirtualnej rzeczywistości. Mówiąc w skrócie: pacjent cierpiący na PTSD zostaje wprowadzony ponownie w stresującą sytuację z użyciem hełmu do wirtualnej rzeczywistości, aparatury produkującej zapachy, słuchawek i sterownika. W „Virtual Iraq” za bazę wzięto grę „Full Spectrum Warrior”. Tu akcja przebiega na jednej z irackich dróg, gdzie amerykański konwój zostaje zaatakowany przez wroga. W słuchawkach pacjent słyszy komendy dowództwa, obok siebie – innego marine. Zapachy to, na przykład, benzyna, lub płonąca opona samochodowa. Sterownik, w niektórych przypadkach, to plastikowa, zmodyfikowana wersja karabinu M-16. Dodatkowe wrażenia mogą zapewniać np. drgające fotele, jak w kinach 4D.

Wszystko zgodne z założeniem, że ponowne wystawienie pacjenta na ciężkie przeżycia, ale w kontrolowanych warunkach, pozwoli mu w bezpieczny sposób przejść ponownie przez wojenny dramat. A gdy zobaczy, że odtworzone sceny nie zagrażają mu, uzyska spokój i wyleczy syndrom.

Cały proces odbywa się pod nadzorem psychoterapeuty. Ten najpierw rozmawia z pacjentem o przeżytych przez niego trudnych chwilach, prosząc by opisał je detal po detalu, wielokrotnie, a potem już po odbytej symulacji. Następnie pyta o odczucia związane z grą. W trakcie ma zaś możliwość dostosowania programu do konkretnej osoby – czy będzie to bomba-pułapka, czy zza rogu wyskoczy uzbrojony napastnik. Jednocześnie gracze-pacjenci podpięci są pod specjalistyczną aparaturę mierzącą ich akcję serca, potliwość i oddech.

fot1

Badania nad tego typu grami sponsoruje amerykańskie Ministerstwo Obrony. Z konieczności; statystyki pokazują, że 20 procent weteranów wojen w Afganistanie i Iraku cierpi na PTSD lub depresję, amerykańskie wojsko musi sobie z tym problemem radzić, bo nierzadko żołnierze po misjach sięgają po alkohol, narkotyki, lub uciekają się do samobójstwa.

Amerykanie zainwestowali więc w badania dra Alberta „Skipa” Rizzo z University of Southern California, który bada zastosowania wirtualnej rzeczywistości od lat 90. Rizzo uważa, że wkrótce, dzięki większej dostępności zestawów takich jak Oculus Rift i HTC Vive leczenie PTSD stanie się łatwiejsze, niż kiedykolwiek wcześniej.

Cała podstawa teoretyczna takiego podejścia zbliżona jest do koncepcji terapią przedłużonej ekspozycji (czasem nazywaną też „floodingiem”), tyle że z dodatkiem nowych technologii. Samo słowo „ekspozycja” odnosi się do kontaktowania kogoś z czynnikiem, który powoduje jego stres, lęk. W tej metodzie, jeśli, na przykład, boisz się pająków, będziemy ci je pokazywać, ale w kontrolowanych warunkach, w regularnych odstępach czasu lub damy ci za zadanie wyobrażanie ich sobie. Tak, byś po pewnym czasie zdał sobie sprawę, że widok pająka lub myśl o nim nie oznacza wcale prawdziwego zagrożenia. Dobrym przykładem może być leczenie dziewczynki, która paniczne bała się podróży autem: terapeuta woził ją po osiedlu tak długo, aż przestała panikować i zaczęła cieszyć się jazdą.

fot2
Amerykańskie wojsko musi radzić sobie z problemem PTSD u żołnierzy. Co roku wskutek zaburzenia kilkadziesiąt weteranów odbiera sobie życie.

Terapia przedłużoną ekspozycją całkiem dobrze wypada w badaniach naukowych – te potwierdzają jej skuteczność. Taka sama terapia, tyle że z użyciem wirtualnej rzeczywistości to prawdziwa nowość, więc badań nie ma wiele. Te jednak, które opublikowano, dają nadzieję na efektywność metody. Sam Boyd, w każdym razie, twierdził, że „Wirtualny Irak” pomógł mu odzyskać spokój. Nie ma problemów ze snem, radzi sobie bez wpływających destrukcyjnie na organizm leków.

Za wcześnie jednak na obwoływanie metody sukcesem. Pozostaje bowiem pytanie: właściwie czemu nie pójść do „klasycznego” psychoterapeuty? Co z osobami po innych, iż wojenna trauma – bo czy ofiary gwałtu też będą miały komputerową symulację napaści? Byłoby to wysoce nieetyczne. I pytanie Grainne Kirwan z irlandzkiego Dún Laoghaire Institute of Art, Design, and Technology, psycholożki, która zadała zasadne pytanie: „A co jeśli atak w wirtualnej rzeczywistości może wywołać PTSD tak samo jak atak w ‘realu’?”. Dr Rizzo odpowiada, że ktoś, kto tego doświadczył musiałby mieć zaburzenia już wcześniej, ale miłośnicy gier mają odmienne zdanie. Bo dopóki ktoś nie zagra w „Alien: Isolation” z Oculusem na głowie, ten nie wie, jaka to może być trauma.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Granie Zdrowie

Przeczytaj w następnej kolejności