Granie

Kolorowe światy

W sierpniu 1984 roku Andrzej Kurek pokazał zdumionym widzom programu telewizyjnego „Sonda” absolutną światową nowość – zdolny do wyświetlania kolorowej grafiki i odtwarzania dźwięków mikrokomputer ZX Spectrum.

30 lat temu: „Te maluchy, które teraz nie zetkną się z komputerami, będą analfabetami jutra”

Był to jego prywatny egzemplarz, kupiony kilka miesięcy wcześniej podczas służbowego wyjazdu do Wielkiej Brytanii. Kurek, wielki entuzjasta informatyki, wiedział, że komputery domowe zmienią świat. W trakcie trwania odcinka przedszkolak, syn redaktora Mateusz wraz z koleżanką, zapatrzeni w ekran, demonstrowali nie tylko programy edukacyjne, ale także gry, takie jak Alchemist czy Manic Miner. A twórca „Sondy” cieszył się, że nawet dla małych dzieci, które nawet nie potrafią jeszcze czytać i pisać, „komputer nie stanowi już żadnej tajemnicy”. „Te maluchy, które teraz nie zetkną się z komputerami, będą analfabetami jutra” – przekonywał redaktor.

Dziesięć polskich pensji za Atari 800XL ze stacją dyskietek

Niestety, dla zdecydowanej większości młodych ludzi dostęp do komputera pozostawał marzeniem. W połowie lat 80., aby kupić na „giełdzie Bajtka” przy ul. Grzybowskiej w Warszawie sprowadzone z Anglii ZX Spectrum bez gwarancji i dodatkowego wyposażenia, trzeba było wydać blisko 100 tys. złotych. Commodore 64 z magnetofonem umożliwiającym wczytywanie programów z taśmy kosztowało ponad 150 tysięcy, a Atari 800XL ze stacją dyskietek – 200 tysięcy. Średnia miesięczna pensja Polaka ledwie przekraczała wówczas… 20 tysięcy złotych. Nic zatem dziwnego, że młodzież jeszcze długo mogła oglądać komputery głównie podczas zajęć w klubach organizowanych przez zakłady pracy, szkoły czy harcerzy… oraz na łamach prasy.

Nie da się ukryć, że tym, co najbardziej przyciągało młodych ludzi do informatyki, były gry. Adrian Chmielarz, dziś jeden z najbardziej znanych projektantów oprogramowania rozrywkowego w Polsce, na swoje ZX Spectrum zaczął odkładać, choć nigdy wcześniej nie widział komputera na oczy. „Ale jak oglądałem zdjęcia gier Knight Lore czy Bugsy na czwartej okładce »Przeglądu Technicznego«, to dostawałem białej gorączki. Mogłem patrzeć na te obrazki przez cały dzień” – wspominał Chmielarz. Na szczęście ten, kto nie chciał latami zbierać na zakup komputera, mógł zapoznać się z kolorowymi światami elektronicznej rozrywki szybciej.

Knight Lore
Knight Lore

„Miejska sutenera albo barakowóz w ośrodku wczasowym. Zapach rozgrzanego plastiku i spoconych męskich ciał.”

Młodociani ryzykanci odwiedzali działające pod szyldem Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych salony arcade, czyli tzw. „automaty”. Niezapomnianą atmosferę tych miejsc oddał w książce „333 popkultowe rzeczy PRL” Bartek Koziczyński: „Miejska sutenera albo barakowóz w ośrodku wczasowym. Zapach rozgrzanego plastiku i spoconych męskich ciał. Kakofonia komputerowych melodyjek, przerywana brzękiem 20-złotówek z Marcelim Nowotką” – wspominał dziennikarz te owiane złą sławą lokale. Przyciągały one jednak nie tylko miłośników gier elektronicznych, ale również osoby zajmujące się hazardem i wymuszeniami. W salonie można było zatem, w zależności od dnia, wydać kieszonkowe w automacie z Asteroids, jak i stracić fundusze na rzecz amatorów mocnych trunków z pobliskich bram i podwórek, toteż dla większości pasjonatów elektroniki znacznie lepszym rozwiązaniem pozostawało granie w domowym zaciszu.

Asteroids – hit automatów z 1979 roku dekadę później nadal cieszył Polaków

 Gry telewizyjne, czyli “Czołgi”, “Samoloty” i “Indiana Jones”

Potrzebom tym wyszli naprzeciw zarobkowi „turyści” ze Wschodu, oblegający pod koniec lat 80. rynki i bazary całej Polski. Wśród innych trudno dostępnych wcześniej towarów RTV i AGD handlarze oferowali zupełną nowość – grę telewizyjną. W odróżnieniu od tej „komputerowej”, do zabawy nie potrzebowała ona niczego oprócz odbiornika TV oraz joysticków. Wystarczyło podłączyć tajemnicze czarne urządzenie do prądu i – poprzez wejście antenowe – do telewizora i już można było cieszyć się świetnymi grami takimi jak „Samolot”, „Indiana Jones”, „Czołgi” czy „Goniący gliniarz”. Wszystkie one wprawdzie ustępowały pod względem grafiki i dźwięku oraz stopnia złożoności produkcjom znanym z mikrokomputerów, niemniej nie wymagały długotrwałego oczekiwania na wczytanie się programu z taśmy magnetofonowej. Gry telewizyjne występowały pod różnymi szyldami, niemniej najpopularniejsze modele miały na opakowaniu zdjęcia Sylwestra Stallone’a w bojowej pozie, stąd też nazwa tego modelu: „Rambo”.

Gra telewizyjna Rambo w akcji

 

Nie wiedziano wówczas, że konstrukcje te to pochodzące z Chin podróbki kultowej konsoli Atari VCS (rok premiery oryginału: 1977), od pierwowzoru różniące się tym, że do zabawy nie potrzebowały one gier na cartridge’ach. Zdolni Chińczycy upchnęli w pamięci konsoli sporo hitów sprzed dekady (a ani w Chinach, ani w Polsce prawami autorskimi nikt się nie przejmował). Niestety, brakowało listy tytułów, dlatego w powszechnej świadomości graczy przeboje takie jak River Raid, Pitfall!, Combat czy Keystone Kapers funkcjonowały pod przywołanymi wyżej nazwami zastępczymi.

Gra w piórniku, jajka w koszyku

Pod koniec lat 80. elektroniczną rozrywkę można było już także schować do kieszeni, co umożliwiały radzieckie gry elektroniczne spod szyldu Elektronika. Były to zabawki wielkości dzisiejszych telefonów komórkowych, z niewielkim ekranikiem LCD, na który naniesiono już stałe elementy graficzne. Zasilane dwiema płaskimi bateryjkami, oferowały możliwość zagrania w proste zręcznościówki. Każdy model miał wbudowaną tylko jedną grę w dwóch trybach zabawy – łatwiejszym (A) i trudniejszym (B). Jedyną dodatkową funkcją tych urządzeń był zegarek z alarmem.

Dzięki przystępnej cenie gry te osiągnęły w Polsce niezwykłą popularność, a charakterystyczne piskliwe dźwięki emitowane przez urządzenia szybko stały się odgłosem dominującym podczas przerw w wielu szkołach. Najbardziej znana z gier – Nu, pogodi! – dała nazwę całej serii, w Polsce określanej po prostu „jajeczkami”.

03
W radzieckiej podróbce gry “Egg” wilka z Nintendo Game&Watch zastąpił…

W grze steruje się drapieżnikiem z radzieckiego serialu animowanego „Wilk i zając”, który musi łapać jajka spadające coraz szybciej z czterech grzęd w kurniku. Każde jajko w koszyku to kolejny punkt na koncie gracza, jeśli jednak jajko rozbije się na ziemi – wilk traci jedno z trzech dostępnych żyć. W innych modelach zabawki, zachowując tę koncepcję, podmieniano po prostu grafikę. I tak wilka mógł zastąpić myśliwy ze strzelbą, celujący do nadlatujących z czterech kierunków ptaków, kot łapiący wyskakujące z czterech jeziorek ryby albo hokejowy bramkarz próbujący przeciąć lot krążków zmierzających do siatki.

Były też modele gry oparte na innych pomysłach. W Tajemnicach oceanu nieustraszony nurek wydobywał skarby z zatopionego wraku statku, lawirując pomiędzy mackami śmiertelnie groźnej ośmiornicy. Z kolei w Wesołym kucharzu gracz wcielał się w żonglującego żywnością kuchmistrza.

...wilk z kreskówki "Nu, pogodi!"
…wilk z kreskówki “Nu, pogodi!”

Gdy Zachód grał na konsoli Sega Mega Drive, mu musieliśmy się zadowolić ZX Spectrum i “jajeczkami”

Nie wiedziano wówczas, że „jajeczka” to podróbki zabawek z serii Nintendo Game&Watch, produkowanych w Japonii na początku lat 80. Blisko dekadę później pojawiły się one w Europie Wschodniej, przerabiane – oczywiście bez starania się o żadną licencję – w Związku Radzieckim jako „gry mikroprocesorowe” (w przypadku Nu, pogodi! przerobiono tylko grafikę, anonimowego zachodniego wilka z gry Egg zastępując drapieżnikiem znanym z kreskówki).

Zauważmy jeszcze, że w momencie, w którym Polaków cieszyły gry sprzed dekady, ich rówieśnicy na Zachodzie mogli już korzystać z zabawek zupełnie innej generacji. W 1987 roku na rynek wprowadzono szesnastobitowy komputer Amiga 500, oferujący bajecznie kolorową grafikę i setki gier na dyskietkach. Dwa lata później w Europie i USA pojawiła się nowoczesna konsola Sega Mega Drive, a Nintendo wprowadziło do sprzedaży rewolucyjną konsolę przenośną Game Boy z wymienialnymi cartridge’ami (pewnym chichotem historii jest fakt, że do jej sukcesu najbardziej przyczyniła się gra Tetris, którą z kolei Japończycy ukradli Rosjanom).

Tymczasem w Polsce nikt nie wiedział o istnieniu słów takich jak „konsola” czy „cartridge”, a stacja dyskietek do ośmiobitowego Atari nadal stanowiła niebywały rarytas. Okazywało się, że ZX Spectrum z magnetofonem, „Rambo” i „jajeczka” mogą bawić równie dobrze.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Granie

Przeczytaj w następnej kolejności