Nauka

Nosorożec patrzy na drona

Bohaterem internetu został niedawno Sudan, ostatni biały nosorożec na terenie Kenii. Na zdjęciach widzimy go zasmuconego, z uciętym rogiem, jak skubie sobie trawę w towarzystwie uzbrojonych strażników. Ci strzegą go dwadzieścia cztery godziny na dobę. Samotność Sudana, jest, dodajmy, względna – dysponuje bowiem towarzystwem dwóch samic swojego gatunku.

Moja miłość do nosorożców jest dziwactwem, które w sobie pielęgnuję. Zbieram nosorożce, mam wydziaranego jednego na przedramieniu i pojechałem do Afryki specjalnie po to, aby je sobie pooglądać. To bardzo piękne zwierzęta. Widziane z daleka przypominają okręty, żeglujące spokojnie wśród spalonym słońce traw.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że jestem nosorożcem. Tak, to była dziewczyna. Szepnęła po prostu „mój nosorożcu” i już zostało. Każdy powinien mieć swoje zwierzę totemiczne. Uważam, że mogłem trafić gorzej. Nosorożec jest dziwacznie piękny, nienachalnie inteligentny, łagodny, spokojny i poznaje świat przez wypłaszanie – szarżuje w miejscu i przygląda się, któż to rzucił się do ucieczki. Last but not least, jest stworzeniem niemożliwym, połączeniem porządku ziemskiego i nadnaturalnego. Mianowicie, zespala w sobie cechy krowy oraz diabła.

mama_z_malym

Jest jeszcze jeden powód, dla którego mogę utożsamić się z nosorożcem. Statystyka podpowiada, że pożyję jeszcze jakieś trzydzieści siedem lat. Jak sądzę, w roku 2042 będę umierał nie tylko ja, ale i ostatni żyjący na wolności nosorożec. Przestrzelą mu kolana i wyrwą róg z żywego, czującego ciała. Mam nadzieję, że moja śmierć będzie mniej bolesna, choć chętnie bym się zamienił. Mógłbym sobie umrzeć choćby jutro tylko dlatego, by na świecie dalej żyły nosorożce.

Nosorożce zabija się dla ich rogów. W Chinach, Wietnamie i innych krajach regionu, proszek z rogu uważa się za panaceum na wszelkie możliwe dolegliwości, od nowotworu złośliwego po ciężkiego kaca. Żadne badania medyczne nie potwierdzają tych właściwości. Równie dobrze mógłbym leczyć się obgryzając własne paznokcie. Niemniej, gram sproszkowanego rogu jest wart więcej, niż gram złota albo kokainy. Wiara w moc rogu liczy sobie tysiące lat i trudno ją wykorzenić.

Swoją zagładę nosorożce zawdzięczają internetowi. Populacja tych pięknych i dumnych zwierząt sukcesywnie podnosiła się z zapaści lat sześćdziesiątych, kiedy to nosorożce znalazły się na progu wyginięcia. Stało się tak, paradoksalnie, dzięki zgodzie na odstrzał. Prywatni farmerzy zaczęli mnożyć te zwierzęta, widząc w nich źródło zysku od bogatych myśliwych z Europy i Ameryki. Sytuacja zmieniła się już w tym tysiącleciu, kiedy w krajach Dalekiego Wschodu zaczęły pojawiać się strony internetowe oferujące sproszkowane rogi. Zainteresowanie tą substancją wzrosło, podaż nakręciła popyt czy też na odwrót i teraz mamy to co mamy.

Walka z kłusownictwem przy pomocy tradycyjnych metod skazana jest na klęskę. Po jednej stronie stoi strażnik z karabinem, po drugiej – biedujący lud Mozambiku. Otchłań nędzy skłania do ryzykowania życia w wyprawie po róg. Ci ludzie nigdy się nie skończą. Na miejsce schwytanych, zastrzelonych kłusowników natychmiast pojawią się następni. Są też figurantki, najczęściej prostytutki sprowadzane Afryki tylko po to, by firmowały sobą strzał. To temat rzeka.

Z pomocą nosorożcom przychodzi technologia, czyli ta sama siła, która ściągnęła na nie zgubę. Stowarzyszenie Parków Republiki Południowej Afryki (South Africa National Parks) założyło specjalną strefę ochrony o nazwie Intensive Protection Zone w części Parku Krugera, gdzie żyje większość nosorożców. Czujniki ruchu, ustawione przy granicy z Mozambikiem przesyłają informacje do bazy strażników, w konsekwencji czego ci wiedzą, gdzie wysłać samochód, a gdzie helikopter. Od 2013 roku w Krugerze działa tez system o nazwie ShotSpotter. Jest dokładnie tym, co sugeruje nazwa – wyłapuje odgłos wystrzału i przekazuje dokładną lokalizację dalej. Wymyślony przez Amerykanów, dotąd funkcjonował w miastach. Ze względu na brak gniazdek w buszu, czujniki podpięto pod panele fotowoltaiczne i teraz, osadzone na drzewach, strzegą życia szarych, ponurych stworzeń. Obawiam się jednak, że zdesperowany kłusownik będzie sprytniejszy od każdej, najbardziej nawet fikuśnej maszyny.

stop-killing-rhinos-black-mambas
“Zatrzymać zabijanie nosorożców” – apelują strażniczki rezerwatu.

ShotSpotter korzysta również ze wsparcia dronów. Te fruwają nad nosorożcami od dawna, ale ich użyteczność była do niedawna stosunkowo niska. Dron, owszem, robi wrażenie prawem nowości, ale potrzebuje innego zasilania niż słońce. Po prostu na baterii daleko nie zaleci. Może poruszać się przez godzinę, osiągając prędkość pięćdziesięciu pięciu kilometrów. Park Krugera, przypomnijmy, ma rozmiar Słowacji. Na takim obszarze trudno wypatrzeć sporego przecież nosorożca, nie mówiąc już o kłusowniku. Z tego powodu wsparciem dla dronów są bezzałogowe pojazdy naziemne, wyposażone w szerokokątne kamery.

Równolegle powstaje elektroniczna kartoteka nosorożców, z danymi DNA i zapisaną trasą wędrówek każdego zwierzęcia. Skatalogowano ich, jak dotąd, ponad 13 000. Jak sądzę, nosorożca niewiele obchodzi, że wylądował w chmurze, zwłaszcza jeśli właśnie ktoś wyrywa mu róg. Ale system pomaga przynajmniej w wymierzaniu sprawiedliwości kłusownikom, przemytnikom i handlarzom (mowa o świetnie zorganizowanych przedsiębiorstwach mafijnych). Nikt już nie będzie mógł powiedzieć, że róg dostał po dziadku. Pierwsze wyroki już zapadły.

Skoro problemem jest popyt na rogi, to może należałoby namieszać na czarnym rynku? Skoro możemy wydrukować sobie pistolet i nerkę, więc może i z rogiem się uda? Do takiego wniosku doszli goście zatrudnieni w firmie Pembient ze Seattle. Rozgryźli kod genetyczny i mają już prototypy, nieodróżnialne od prawdziwego rogu. Nawet pachną podobnie. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, sztuczne rogi trafią do sprzedaży jesienią tego roku. Ich cena wyniesie ułamek obecnej, czarnorynkowej. Problem w tym, że tego rodzaju produkt podważa wieloletnie kampanie informacyjne, prowadzone na Bliskim Wschodzie. Tłumaczono w nich prawdę oczywistą – róg nosorożca nie ma żadnych leczniczych właściwości. Teraz, za sprawą ludzi z Pembient, trud ten pójdzie na marne. Moje czarne serce pozostaje rozdarte w tej kwestii, także dlatego, że inne rozwiązanie podoba mi się bardziej. Mowa o zatruwaniu rogów na żywym zwierzęciu. Każdy, kto spożyłby proszek z takiego rogu zyskałby natychmiastową szansę na spotkanie z jego zastrzelonym nosicielem w zaświatach. Rozwiązanie, już testowane, wzbudziło protesty. Rodzi też wiele trudności. Róg się ściera, więc należałoby zatruwanie powtarzać. Przy wspomnianej wyżej, rosnącej ewidencji nosorożców dałoby się to jednak zrobić. Smacznego!

Bardzo chciałbym wiedzieć, co o tym wszystkim sądzą nosorożce, moi bracia w smutku i szarości. Nosorożce zapewne nic nie sądzą, gdyż wśród ich zalet próżno szukać rozumu. Niemniej, próbuję sobie wyobrazić, co zrobiłby taki nosorożec, gdyby dowiedział się, że on, nikt inny, jest najcenniejszym zwierzęciem na świecie. Za to, co mu z nosa sterczy można by postawić willę z basenem. Jedni chcą mu to zabrać, inni stają w obronie, trupy zaś padają po obu stronach. Jakiś miglanc w laboratorium wymyśla sztuczny róg i truciznę. Z drzewa łypie elektroniczne oko, fruwa sobie dron, zasuwa zdalnie sterowany samochodzik. Cóż powiedziałby nosorożec na to wszystko?

Ano nic, bo nas, nosorożców nie obchodzi zainteresowanie możnych tego świata. Interesuje nas to, by trawa była świeża i pożywna, woda zimna i ożywcza, oraz żeby lubiły nas panie nosorożcowe. Sudan mógłby coś o tym powiedzieć. I chciałbym żeby, nas nie zabijano, nie wyrywano kości z żyjącego jeszcze ciała. Tak, jeszcze tylko to.

 

Ilustracje: fightforrhinos.com

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Nauka

Przeczytaj w następnej kolejności