Zdrowie

Więcej niż tylko gadżety

Mogą być twoimi oczami, twoim głosem, twoją dłonią. Nowe wynalazki ułatwiają życie osobom niepełnosprawnym.

Autor: Paweł Franczak

Nowych technologii można niekiedy mieć serdecznie dość. Kiedy przy rodzinnym stole wszyscy w milczeniu przez godzinę chylą głowy nad ekranami smartfonów, kiedy przez brak odtwarzacza płyt w nowym laptopie swoje DVD z „2001: Odyseją kosmiczną” możesz obejrzeć chyba u sąsiada, albo kiedy dowiadujesz się, że nawet obroża dla kota wymaga dwóch baterii – chcesz zaszyć się w dziczy leśnej. Ale są takie chwile, kiedy machasz na to ręką. Na przykład kiedy widzisz, jakie cudeńka zaprojektowano, by pomóc ludziom cierpiącym na różnego rodzaju choroby.

Jednym z najciekawszych i najsympatyczniejszych, jeśli można tak powiedzieć, takich wynalazków jest Talkitt, który pomaga zrozumieć język osób z zaburzeniami mowy, czy to wskutek wylewu, czy choroby wrodzonej, na przykład porażenia mózgowego. Talkitt to stworzona w Izraelu aplikacja na smartfony i tablety, która uczy się wzorca językowego danej osoby i tłumaczy jej słowa na wyraźną mowę za sprawą jej syntezatora

„Zazwyczaj przy kimś takim jest rodzic, małżonek lub opiekun, który rozumie treść wypowiedzi, ale poza domem taka osoba jest sama”, tłumaczył Danny Weissberg, prezes i współzałożyciel firmy Voiceitt, producenta Talkitt, w wypowiedzi dla „Business Insidera”. „Dla milionów ludzi zamówienie kawy może być frustrującą czynnością”.

Jak zapewniają twórcy, używany język nie ma tu znaczenia, przed użyciem aplikacji trzeba jednak popracować z Talkitt nad zbudowaniem bazy swoich własnych wyrażeń, swojego specyficznego języka. Hagit Rubin z Voiceitt sama ma niepełnosprawnego synka, Raya, któremu wysławianie się sprawia kłopoty i na jego przykładzie demonstruje aplikację. Przed obejrzeniem wideo lojalnie uprzedzam – to najbardziej wzruszający filmik reklamujący jakąkolwiek aplikację, jaki napotkacie.

Widzicie? Uprzedzałem…

Nie chciałbym traktować tego tekstu jak reklamy, ale nie mogę się oprzeć, by powiedzieć, że
kolejny koncept, o nazwie Liftware, to rzecz po prostu genialna. A jeszcze więcej komplementów o tym produkcie mogłyby powiedzieć osoby z chorobą Parkinsona, albo chorobą Minora, zwaną drżeniem samoistnym. Chodzi o drżenie rąk z obiema nimi związane. Uniemożliwia ono często podstawowe czynności, jak pisanie, golenie czy jedzenie. Tu w sukurs przychodzi Liftware. Nie, Liftware nie ingeruje w mózg za pomocą nanotechnologii, nie jest cud-lekiem, ani karmiącym robotem. To sztuciec. W jego uchwycie zamontowano baterię, czujniki, malutkie silniki i minikomputer. Wszystko to stabilizuje podnoszony do ust widelec (albo łyżkę, końcówki są wymienne) i redukuje drżenie o 70 procent.

Liftware, pomysł genialny w swej prostocie:

Zasadą przypomina to stabilizatory do kamery – jeśli drżenie kieruje sztućcem w prawo, silniki kierują nim w lewo i tak dalej. Zadaniem komputera jest ustalenie, czy ruch dłoni był celowy, czy przypadkowy. Aż dziw, że nikt do tej pory na to nie wpadł. Fakt, zestaw nie jest tani, na Amazonie kosztuje 800 zł, ale tu ważna informacja: jeśli kogoś na Liftware nie stać, powinien opisać, po angielsku, stan i przyczyny swojej choroby i wysłać maila na adres: support@liftware.com. Istnieje bowiem szansa, że jakaś fundacja współpracująca z Liftware zasponsoruje zakup.

fot1_liftware
Liftware – „stabilizator jedzenia” dla osób z parkinsonizmem to rzecz wyjątkowo pomysłowa.

W przypadku FingerReadera nazwa zdradza wszystko. To jeden z tych gadżetów, który chciałby mieć każdy, niekoniecznie osoba z wadą wzroku – w założeniu główny odbiorca tego produktu. Zakładane na palec urządzonko przeczyta bowiem na głos każdy tekst – czy to wydrukowany w książce, czy ten na ekranie tabletu – a wkrótce, w razie potrzeby, przetłumaczy go na inny język (ta opcja dopiero będzie dostępna). Jeśli czytelnik o słabym wzroku lub zupełnie niewidomy zjedzie podczas lektury palcem na inny akapit, bądź linijkę, FingerReader powiadomi go o tym.

Na razie ten wynalazek jest w fazie testów i na finalny produkt musimy poczekać, ale badania są obiecujące. Przeprowadza je MIT Media Lab na słynnym Massachusetts Institute of Technology. Wśród wynalazców FingerReadera są studenci tej uczelni: Roy Shilkrot, Jochen Huber, Connie K. Liu, Pattie Maes i Suranga Nanayakkara.

„Pomyśleliśmy, że założona na palec wskazujący kamera będzie naturalnym interfejsem, ponieważ ludzie w sposób naturalny wskazują na rzeczy, by zadawać pytania o to, co ma z nimi związek. Ludzie z wadami wzroku – a tacy stanowią 2,8 proc. populacji – także polegają na czuciu w palcach, by czytać Braille’em i zbierać informacje o otoczeniu. Wywnioskowaliśmy, że zakładane na palce urządzenie, które przekazuje informacje w czasie rzeczywistym będzie szybkie i ułatwi im życie”, tłumaczą pomysłodawcy.

FingerReader ma tylko jeden feler – czytany tekst wciąż brzmi zimno, jak komputer HAL 9000 z „Odysei kosmicznej”.

fingerreader-reading-kindle
FingerReader na razie jest w fazie testów, ale firma nie narzeka na brak zamówień.

Gdyby ktoś jednak przyzwyczaił się do języka Braille’a, ma do dyspozycji Dota. Za tą trafną nazwą („dot” w języku angielskim to kropka) kryje się smartwatch wykorzystujący język Braille’a, a za jego powstaniem: ciekawa historia. Na pomysł stworzenia Dota wpadł student University of Washington Eric Ju Yoon Kim. Eric to łebski chłopak, miał smykałkę do biznesu, więc wziął rok dziekanki i otworzył firmę, tylko po to, by wkrótce ją zamknąć. Potem drugą i też zwinął interes. Potem trzecią – tu podobnie. Coś było zdecydowane nie tak. Odpowiedź “co” podsunęła mu religia, w pewnym sensie. Eric poszedł do kościoła, gdzie zobaczył niewidomą dziewczynę dźwigającą jakąś opasłą księgę. Przyjrzał się i okazało się, że to Biblia pisana Braille’em, którą niewidomi taskali co niedziela na modlitwę, czytając za pomocą zawieszonych na szyjach czytników. Erica Ju Yoon Kima olśniło – stworzy mały, lekki i tani smartwatch z czytnikiem Braille’a.

Dot może wskazywać czas, ustawiać alarm i „wyświetlać” tekst. Robi to ostatnie za pomocą tzw. multi-actuatorów. Mówiąc w skrócie: jego ekran to wystające, poruszające się 24 kropki pogrupowane po cztery, które osoba niewidoma odczytuje dotykiem. Może za mało to na lekturę Pisma Świętego, ale wystarczy, by odebrać sms-a, który w przypadku osób niewidomych zazwyczaj czytany był przez Siri.

Dot jest nie większy niż przeciętny zegarek, waży 73 gramy i kosztuje ok. 1,2 tys, zł. Jak na pierwszy taki produkt na świecie – znośnie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że komputery wykorzystujące podobną technologię „aktywnego Braille’a” kosztują dziesięć razy tyle, a statystyki pokazują, że osoby niewidome mają zazwyczaj kiepską sytuację finansową.

„Dziewięćdziesiąt procent osób niewidomych ślepnie po urodzeniu i nie ma dla nich żadnej opcji – szybko tracą dostęp do informacji”, mówił magazynowi „Time” Kim. „Dot może być ich liną ratunkową, nauczą się Braille’a i będą mieć dostęp do informacji pod opuszkami palców”.

Dot - pierwszy smartwatch z alfabetem Braille’a.
Dot – pierwszy smartwatch z alfabetem Braille’a.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Innowacje techniczne Zdrowie

Przeczytaj w następnej kolejności