Zdrowie

Wirtualna rzeczywistość w prawdziwej medycynie

Gogle VR mogą zrewolucjonizować psychoterapię. W wirtualnej rzeczywistości łatwiej można się pozbyć paraliżujących lęków – na przykład przed pająkami – lub zwalczyć zespół stresu pourazowego u żołnierzy wracających z wojny.

Autorka: Aleksandra Stanisławska

Nikt już nie ma wątpliwości, że wirtualna rzeczywistość powróciła. Po serii kompletnych klap sprzed lat (zbyt wolny sprzęt, kiepskie wyświetlacze, za duże hełmy), tym razem może się udać. Mamy sprzęt, mamy pomysły, mamy technologię. Co ważne, do wielu zastosowań nie są potrzebne rozbudowane zestawy kosztujące po kilkaset dolarów – często wystarczą proste gogle, w których umieszcza się smartfon. To sprawia, że aplikacje wirtualnej rzeczywistości może rozwijać praktycznie każdy, a do wielu zastosowań da się wykorzystać takie niedrogie systemy.

Eksperymenty z zastosowaniem wirtualnej rzeczywistości w medycynie sięgają połowy lat 90., jednak dopiero teraz ta dziedzina zaczęła się szybciej rozwijać. Na podstawowy zestaw mogą sobie pozwolić już nie tylko zaawansowane ośrodki naukowe, ale też zwykłe oddziały szpitalne czy nawet gabinety lekarskie.

Jednym z najciekawszych zastosowań tej technologii jest psychoterapia. Okazuje się, że VR doskonale nadaje się do walki z zaburzeniami lękowymi. Jednym z najskuteczniejszych sposobów jest tu terapia przez ekspozycję – pacjent poddawany jest działaniu bodźca, który wywołuje lęk, ale wszystko odbywa się w ściśle kontrolowanych warunkach, które dają poczucie bezpieczeństwa.

Wirtualna rzeczywistość pozwala skonfrontować się z lękiem przed otwartą przestrzenią, zamknięciem czy lataniem. Człowiek może stawić czoła trudnej dla niego sytuacji, jednocześnie zdając sobie sprawę, że nie uczestniczy w niej naprawdę. W badaniach, w których leczono lęk wysokości, udawało się osiągnąć poprawę u 90 proc. pacjentów.

Oczywiście ludzki mózg nie jest tak naiwny, by dać się przekonać, że obraz widziany w goglach to rzeczywistość. Dlatego w przypadku terapii przez ekspozycję najlepiej sprawdzają się mieszane metody. Na przykład w leczeniu arachnofobii, czyli lęku przed pająkami, pacjent najpierw widzi prawdziwego dużego pająka zamkniętego w przezroczystym pojemniku. Nie musi się do niego zbliżać, obserwuje go tylko z bezpiecznej – jego zdaniem – odległości.

Kolejnym krokiem jest wejście w rzeczywistość wirtualną, gdzie człowiek zostaje umieszczony w pokoju, na którego ścianie siedzi duży, bardzo realistyczny pająk. Może go oglądać, może się zbliżać. Jednocześnie poczucie bezpieczeństwa daje świadomość, że to tylko grafika komputerowa, a pająk nie wykona żadnego nagłego ruchu.

Po takiej sesji następuje powrót do rzeczywistości i kontakt z prawdziwym pająkiem – pacjent sam zbliża się stopniowo do obiektu swojego lęku.

Dzięki wirtualnej rzeczywistości można też zwalczać bóle fantomowe, które pojawiają się po amputacji. Pacjent może odczuwać niezwykle silny ból, przez jego mózg identyfikowany jako umiejscowiony w kończynie, której już nie ma. Pomóc mu może stworzenie wirtualnego obrazu kończyny – dzięki temu łatwiej jest umiejscowić ból i nad nim zapanować.

Sztuczka polega na oszukaniu kory ruchowej mózgu, która czerpie z różnych zmysłów informacje potrzebne do tego, by określić położenie kończyn w przestrzeni. Jednym z tych zmysłów jest wzrok – można zastosować albo system rozszerzonej, albo w pełni wirtualnej rzeczywistości, który dobuduje do kikuta brakującą kończynę. Pacjent więc nie tylko widzi wirtualną rękę czy nogę, ale też dostaje specjalne zadania – na przykład wykonanie odpowiedniego ruchu czy dopasowanie ułożenia kończyny do schematu, jaki widzi przed oczami. Takie wizualne oszustwo sprawia, że mózg dostaje informacje o rozluźnieniu nieistniejących już mięśni, a to pomaga złagodzić ból. System został rozbudowany na potrzeby wojska – misje amerykańskie w Iraku, a później Afganistanie sprawiły, że bardzo wzrosła liczba żołnierzy, którzy wracali z wojny z amputowanymi kończynami.

 

Weterani wojenni wykorzystują wirtualną rzeczywistość nie tylko do łagodzenia bólów fantomowych. Zakładają gogle VR także po to, by walczyć z zespołem stresu pourazowego:

 

Powstają również systemy wykorzystujące wirtualną rzeczywistość do pracy nad tak subtelnymi zadaniami, jak pomoc dzieciom z objawami autyzmu. Dla ludzi cierpiących na to zaburzenie ogromnym problemem jest odnalezienie się w sytuacjach społecznych. Ich mózgi źle radzą sobie z odbieraniem i rozumieniem emocji innych osób, co ogromnie utrudnia kontakty i funkcjonowanie w grupie. Na University of Teras w Dallas powstał projekt, którego celem jest umieszczanie ludzi z autyzmem w wirtualnie stworzonych sytuacjach społecznych i jednoczesne obserwowanie aktywności ich mózgów. Pozwala to na śledzenie zmian, jakie zachodzą podczas ćwiczeń i dostosowywanie programu do indywidualnych potrzeb.

Brytyjskie The National Autistic Society przygotowało ciekawy film przeznaczony do oglądania w okularach do wirtualnej rzeczywistości. Został on nakręcony wraz z ludźmi cierpiącymi na autyzm i przybliża to, jak postrzegać mogą oni świat. Chodzi szczególnie o zjawisko przeładowania informacjami i bodźcami. Jednym z objawów zaburzeń ze spektrum autyzmu jest właśnie problem z filtrowaniem docierających do mózgu bodźców i rozdzielaniem ich na istotne i nieistotne.

Film został zrobiony tak, by widz zatopił się w wirtualnym świecie. Wykorzystuje wprowadzoną niedawno na YouTube’a technologię wideo 360 stopni – można go obejrzeć na ekranie komputera, ale najlepiej oddaje rzeczywistość, gdy użyjemy gogli oraz słuchawek:

Cel jest prosty – pokazać ludziom, że zachowania osób, szczególnie dzieci, cierpiących na autyzm nie wynikają z ich braku kultury czy złego wychowania. Nieprawidłowa praca mózgu sprawia, że nie są oni w stanie znieść wielu sytuacji, które dla zdrowych ludzi nie stanowią żadnego wyzwania.

 

Ilustracja główna: Austin Berner (Wikimedia Commons).

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Zdrowie

Przeczytaj w następnej kolejności