Granice nowoczesnych możliwości

2w1 w warsztacie dziennikarza

Powyższe pytanie zadałem ostatnio, zupełnie na serio, sobie. Moje paroletnie Sony Vaio, niegdyś cud elektroniki z najwyższej sklepowej półki, coraz częściej strajkuje, dając znać, że marzy o emeryturze. Jak wiadomo, najbardziej irytujący strajk to strajk włoski. Mój notebook niby pracuje, ale robi to wooolnooo… Już samo uruchamianie Windows trwa wieki, bo przecież wszystko jest zapisane na tradycyjnym dysku twardym, a nie na SSD. Może to tylko wrażenie subiektywne, kiedyś pewnie nie było wiele szybciej, ale wtedy nie miałem porównania i tak nie bolało.

Jeszcze bardziej jednak irytuje krótki czas pracy na akumulatorze. Bez zasilacza nie ma sensu wychodzić z tym notebookiem z domu. No i trzeba wybierać takie kafejki etc., by mieć dostęp do gniazdka. Z zazdrością patrzę na użytkowników nowych maszyn, napędzanych niskonapięciowymi procesorami Intela nowej generacji, zużywającymi tak mało prądu, że nie wymagają nawet chłodzenia warczącymi wiatraczkami – a przy tym, co najważniejsze, działają z dala od gniazdka nawet do kilkunastu godzin.

To wystarczająco wiele, by pomyśleć o zmianie. Ale skoro już mam wydać pieniądze, zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno notebook będzie najlepszym wyborem. Czasami bowiem nie chcę pisać – chcę po prostu czytać: czy to treści z internetu, czy to dokumenty lub książki. W takich przypadkach klawiatura nie jest mi niezbędna, a w wielu sytuacjach wręcz przeszkadza. Postanowiłem sprawdzić, czy dobrze się będę czuł z urządzeniem 2w1. Pożyczyłem zatem od znajomych z Asusa ich najnowszego Transformera, z oznaczeniem Chi. Jak wiadomo, to właśnie pierwszy Asus Transformer przecierał kiedyś szlak dla urządzeń 2w1. Założyłem, że po latach doświadczeń inżynierowie Asusa dobrze już wiedzą, jak takie maszyny konstruować, by klient nie miał na co narzekać.

T100_AG24Asus Transformer Book T100 Chi to, trzeba przyznać, cacko. Jest zgrabny, szczupły i lekki, bo sam tablet waży zaledwie pół kilograma – a z podpiętą klawiaturą kilogram. W środku: najnowszy Intel Atom Z3775, z nawiązką wystarczający do wszystkich zastosowań, z myślą o których chciałbym takie urządzenie kupić. A przy tym pobierający tak niewiele prądu, że czas działania Chi wynosi 11 godzin. Trafił do mnie model podstawowy, z ekranem o przekątnej 10.1 cala, ale jest też wersja większa, T300, z ekranem 12.5-calowym. Jak to się sprawdza?

Test był intensywny, bo też intensywnie pracuję. Pisuję felietony do działu nauki „Gazety Wyborczej”, teksty publicystyczne o nowych technologiach i recenzje gier do tygodnika „Polityka”, no i rzecz jasna redaguję serwis Intel iQ, co wymaga nie tylko obróbki słowa, ale także doboru i edycji materiałów graficznych. Przede wszystkim jednak to wszystko wymaga mobilności. Nie tylko dlatego, że w ramach pracy dużo podróżuję. Zdarza się, że w sytuacjach nagłych muszę być zdolny do działania natychmiast – bez względu na to, gdzie akurat jestem. Potrzebuję sprzętu, który mi w tym pomoże. Poręcznego, wydajnego, niezawodnego, sprawdzającego się w rozmaitych okolicznościach.

11

Urządzenia 2w1 mają parę atutów, które do mnie przemawiają. Zwłaszcza te nowe modele, dzięki zastosowanym energooszczędnym podzespołom ciche, lekkie i zdolne do pracy przez cały dzień.

Asus Transformer Chi, dzięki swej wadze i rozmiarom towarzyszy mi w życiu bezinwazyjnie. Nie obciąża znacząco plecaka, nie zajmuje w nim wiele miejsca. Gdy chcę pracować, mieści się na kolanach, mogę na nim pisać nawet w samolocie, nie przeszkadzając sąsiadom. Procesor i zintegrowana grafika mają wystarczającą moc obliczeniową, bym mógł używać programów do obróbki zdjęć. No i – powtórzę to raz jeszcze, bo to dla mnie walor kluczowy – nie muszę już patrzeć z niepokojem na wskaźnik akumulatora. Do gniazdka podłączam sprzęt raz dziennie, dopiero wieczorem.

T100_AG06

Cieszy mnie też możliwość odpięcia klawiatury. Dzięki temu mogę wygodnie przeglądać internet (z telefonem jako punktem dostępu), także w sytuacjach, gdy byłoby to niemożliwe w przypadku notebooka – na przykład stojąc w kolejce. Poza tym zauważyłem, że tryb tabletu niweluje w dużej mierze ograniczenia relatywnie niewielkiego ekranu. Tablet mogę po prostu trzymać bliżej oczu niż komputer. To także pozwala łatwiej czytać długie dokumenty lub książki.

Może to oczywistość, ale na wszelki wypadek podkreślę: urządzenia 2w1 dzięki obsługującym Windows procesorom Intela pozwalają używać tych wszystkich programów, z których korzystamy na komputerach stacjonarnych i tradycyjnych notebookach. To kolosalna przewaga nad choćby tabletami z Androidem.

Werdykt: dla dziennikarza 2w1 to całkiem rozsądny wybór.

 

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Styl życia

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story