Stare angielskie przysłowie mówi: dostajesz to, za co płacisz. Innymi słowy: nie oczekuj od produktu większej wartości niż równej kwocie, jaką na niego wydałeś. Powiedzenie to po dziś dzień jest niezwykle aktualne. Gdy jednak je sparafrazować, możemy stwierdzić: jeśli produkt przekracza nasze oczekiwania, powinniśmy zapłacić za niego tyle, ile naprawdę jest wart.

Z takiego założenia wyszli aktorzy hiszpańskiej grupy teatralnej Teatreneu (specjalizującej się w sztuce teatru improwizowanego), przygotowując swoje spektakle wystawiane latem ubiegłego roku. W 2013 r. kryzys gospodarczy w znaczącym stopniu dotknął każdego regionu Hiszpanii. Państwo stanęło na kraju upadłości, bezrobocie osiągnęło niezwykle wysoki poziom, a dalsze prognozy wcale nie wyglądały obiecująco (dziś, na szczęście, perspektywy są już zgoła inne). Jednym ze środków zaradczych podjętych przez rząd w odpowiedzi na zaistniałą sytuację było znaczne podniesienie stawki podatku VAT od wydarzeń kulturalnych, takich jak występy teatralne – z 8 do 21 procent. Grupa Teatreneu – podobnie jak inni przedstawiciele sektora kultury – zmuszona była podjąć radykalne kroki, aby utrzymać widownię, która z coraz mniejszym zapałem rozstawała się ze swoimi pieniędzmi.

Płacąc z uśmiechem na ustach

Widzowie poczuli się docenieni i traktowani poważnie jako konsumenci

Aby przeciwdziałać tej tendencji, aktorzy posłużyli się powiedzeniem przytoczonym na początku artykułu i opracowali nową metodę wyceny swoich występów – opłatę za uśmiech. Pomysł był równie prosty, co genialny. Wstęp na spektakl był bezpłatny dla wszystkich chętnych. Opłaty pobierane od każdego z widzów były natomiast naliczane w oparciu o jego reakcję na przedstawienie. Wszystkie miejsca siedzące w teatrze wyposażono w tablety oferujące funkcję rozpoznawania twarzy, rejestrującą daną osobę przez cały czas trwania spektaklu. Śmiech? Szeroki uśmiech? Uderzenie dłonią w udo? Należność rosła stosunkowo szybko. Kwotę 30 centów doliczano za każdym razem, gdy aktorzy zdołali rozśmieszyć daną osobę. Aby upewnić się, że huczny wieczór z udziałem roześmianej publiczności nie zakończy się kolejną odsłoną kryzysu finansowego, kwotę należności każdego widza ograniczono do 24 euro – odpowiednika 80 uśmiechów.

Rezultat był – i wciąż jest – zaskakujący. Widzowie poczuli się docenieni i traktowani poważnie jako konsumenci. Co więcej, zyski ze sprzedaży biletów wzrosły o 6 euro od osoby. A dzięki nagłośnieniu nowego rozwiązania w mediach łączna liczba widzów wzrosła o 35%.

Opłata uzależniona od jakości występu

Już od pierwszej odsłony nowy system płatności znalazł w stolicy Hiszpanii wielu zwolenników

Pod koniec spektaklu każdy z widzów otrzymywał indywidualny rachunek, który mógł porównać z rachunkami innych widzów za pomocą dużych ekranów dostępnych na sali lub udostępnić znajomym w wybranym serwisie społecznościowym. Otrzymane zestawienia pomagały również samym aktorom bardziej szczegółowo oceniać swoje występy – nie tylko pod względem przychodów, lecz także samej reakcji publiczności. Łatwiejsze stało się również identyfikowanie elementów spektaklu wymagających poprawy.

Już od pierwszej odsłony nowy system płatności znalazł w stolicy Hiszpanii wielu zwolenników. Co więcej, pomysł grupy Teatreneu wdrożono również przy okazji kilku innych niezależnych wydarzeń. Obecnie istnieje także gotowa aplikacja mobilna, którą każdy organizator może wykorzystać, aby wprowadzić analogiczny system podczas swojego wydarzenia.

Share This Article

Related Topics

Rozrywka

Read This Next

Read Full Story