Granice nowoczesnych możliwości

Gdy piramida zmienia się w katedrę

Piramidy egipskie okazały się jeszcze bardziej tajemnicze niż były dotychczas. Mnie – wielbiciela wszelkiej tajemniczości – niesłychanie to cieszy. Międzynarodowa ekipa archeologów rozpoczęła skan termiczny piramid w Gizie i Dahszur. Tę ciekawą, nieinwazyjną technologię wykorzystano wcześniej do badania czynnych wulkanów i nadmiernie czynnego reaktora na Fukushimie. Projekt „Scan Pyramids”, realizowany w porozumieniu z władzami Egiptu nie dobiegł jeszcze końca, a już przyniósł interesujące efekty. Wyszło, że poszczególne elementy na wschodniej ścianie Wielkiej Piramidy różnią się pod względem temperatury. Głaz jest głaz, można by rzecz. Temperatura powinna być taka sama. Mowa o trzech kamieniach i różnicy rzędu sześciu stopni Celsjusza. Sprawa wygląda poważnie.

Co to oznacza? Najprawdopodobniej natrafiono na ślad sekretnego pomieszczenia. Jeśli pomieszczenie jest sekretne, to również – nieodkryte. Taka perspektywa naprawdę rozpala wyobraźnię. W pomieszczeniu może być martwy skarabeusz, ale też zmumifikowany faraon razem z bezcennymi precjozami koniecznymi do udanego życia pozagrobowego. Oczywiście, trzeba się jeszcze dostać do tej tajemniczej komory, nie niszcząc przy tym kawałka piramidy. Niesplądrowany grobowiec faraona byłby archeologiczną rewelacja stulecia. Jak dotąd, znaleziono tylko jeden taki. Trzeciorzędny król Tut doczekał się niespodziewanej sławy, a także rozlicznych legend wśród których prym wiodła ta o klątwie.

W szkole średniej mieliśmy dwa przeciwstawne sobie obozy skupione wokół kwestii powstania piramid. Jedni twierdzili, że zbudowali je kosmici. Inni, w tym ja, stawiali na czynnik ludzki, wykazując się daleko idącą wiarą w człowieka. Starożytnym się chciało tak bardzo, jak nam się nie chce. Z tego okresu wyniosłem sympatię dla wątku ufologicznego, ale nic więcej. Nawet nie chce mi się o tym pisać. Zwłaszcza że innych, fascynujących teorii odnośnie powstania piramid mamy więcej niż piachu na pustyni.

Na przykład żywiołowy Ben Carson, pretendujący akurat do Białego Domu, uważa, że piramidy to żadne tam grobowce, lecz wielkie magazyny żywności. Zbudował je biblijny Józef, no bo kto inny? Józef przewidział siedem lat tłustych poprzedzających drugą, chudą siódemkę i postanowił wspomóc brzuchy Egipcjan swoją mądrością. Zaprojektował piramidy. Zlecił i nadzorował ich powstanie. Następnie napełnił zbożem, ratując cały kraj przed śmiercią głodową.

Carson sam tego nie wymyślił. Pomysł z Józefem (niedorzeczny ze względu na chronologię, jak i czas potrzebny do wybudowania piramidy) sięga wczesnego średniowiecza. Wymienia go Grzegorz z Tours w swojej „Historii Franków” napisanej w szóstym wieku. Józef ma jednak konkurenta wielkiego kalibru. Amerykanin John Taylor w książce „The Great Pyramid: Why was it bulit? And who bulit it” wskazuje na innego patriarchę, mianowicie Noego. Noe w końcu znał się na budowaniu jak mało kto. Zdaniem Taylora, musiał posiadać odpowiednią wiedzę do tego zadania. Taylor, w odróżnieniu od zacnego Grzegorza, nigdy nawet nie zobaczył żadnej piramidy. Za to, badając plany uznał, że brytyjski system miar, oparty na calach, pochodzi od samego Stwórcy. Dzieło Taylora zgłębił niejaki Charles Piazzi Smyth. W „Our Inheritance in the Great Pyramide” stawia tezę, iż w budynku zapisano całą historię ludzkości i to z chrześcijańskiego punktu widzenia. Parametry Wielkiej Galerii odnoszą się, na ten przykład, do narodzin i śmierci Chrystusa. Te informacje pomogły Smythowi wskazać datę Powtórnego Przyjścia. Koniec świata wyznaczono na przełom XIX i XX wieku. Smyth zmarł równo w roku 1900. Ciekawi mnie, czy do końca miał nadzieję, że świat zniknie wraz z nim.

Joseph T. Rutherford, jeden z ważniejszych Świadków Jehowy, podsuwa innego, bardzo szczególnego architekta piramid, a także Sfinksa i innych, pomniejszych budowli. Ta figura niesłychanie mi się podoba, a jest nią Książę Tego Świata, Jego Pełzająca Niskość, czyli Szatan. On właśnie, nikt inny „zaklął swą wiedzę w martwym kamieniu (…). oczywiście, wznosząc piramidy Szatan umieścił trochę prawdy, gdyż taka jest jego metoda zwodzenia i oszukiwania.” Następnie, Rutherford stwierdza, że zajmowanie się piramidami, niezależnie z jakiego powodu stanowi obrazę samego Stwórcy i należy go zaprzestać. Uczynienie z archeologów i egiptologów nieświadomych satanistów wydaje się uroczo karkołomne. Mam zresztą inny argument przeciw tej teorii. W niektórych tradycjach religijnych i literackich Szatan nosi imię Psuj (używa go, między innymi, Jerofiejew w „Moskwie-Pietruszki”), więc jego domeną jest niszczenie a nie budowanie czegokolwiek.

Niejaki Hialin de Persigngy w połowie XIX wieku ogłosił, że piramidy służyły jako zapora przed szalejącymi w regionie burzami piaskowymi. Żyjący równolegle Szwed stawiał raczej na rezerwuary wody, niepomny bliskości Nilu i jego wylewów. Z kolei niejaki pan Gable podsunął inną, bardziej przyziemną i rozbrajającą odpowiedź. Budowniczym piramid chodziło o to, o co chodzi wszystkim facetom we wszystkich czasach. Chcieli zaimponować dziewuchom. Wyobrażam sobie teraz egipskiego bogacza, który ciągnie swoją wybrankę przez piach, zasłaniając oczy. Zdejmuje ręce z powiek i mówi: „Zobacz, co ci kupiłem!”.

pira

Te i inne teorie zwykły wywoływać ironiczny uśmiech u ludzi rozsądnych. Ja również się uśmiecham, lecz ciepło i z życzliwością. Tajemnica piramid pozostaje zakryta dla naszych serc i umysłów, więc możemy karmić się tylko zabawą w budowanie nowych mitologii. Znaleziono stosowne narzędzia. Jasnym jest, że żaden kosmita nie pomógł we wznoszeniu tych budowli. Niemniej, film „Gwiezdne wrota” bardzo mi się podobał, a synchronizacja kompleksu w Gizie z systemem Syriusza, powierzchnią Marsa czy nawet wybuchami na słońcu, choć złudna, rozpala wyobraźnię. Takie rzeczy miło obraca się w głowie. Czynią życie piękniejszym. Wbrew historii, Biblii, wszystkiemu wyobrażam sobie teraz, jak Noe z Józefem siedzą w piachu, oświetleni przez pochodnie i biedzą się nad planami Wielkiej Piramidy. Wiedzą, że budują coś nieskończenie większego od siebie. Coś, co przetrwa.

Tajemnica piramid pozostaje zakryta przed nami, przed świeckimi, sytymi ludźmi XXI wieku (być może brutalni muzułmanie pojęliby ją lepiej od nas). Dzieje się tak z dwóch powodów. Tajemnica tak naprawdę nie jest żadną tajemnicą. Gigantyczna liczba robotników najemnych przytargała wielką ilość kamienia, ociosała i ustawiła jedne na drugich. Dokonał się wielki, synchronizowany wysiłek, w którym próżno szukać czegoś romantycznego. Głazy, lewitujące za sprawą technologii z Syriusza, mają o wiele więcej uroku. Potrzebujemy sekretów i zawartego w nich piękna.

pir2

Co drugie, ważniejsze – nigdy nie zrozumiemy piramid, tak jak przestajemy rozumieć średniowieczne katedry. Mamy archeologię przedmiotów. Nie mamy archeologii emocji, wierzeń, stanu duszy. Katedra, jak sądzę, jest najpiękniejszym rodzajem budynku, jaki kiedykolwiek powstał i jedną z nielicznych rzeczy, jaka naprawdę wyszła chrześcijaństwu. Pozostaje świadectwem minionej mentalności, kiedy człowiek żył w szczelinie między Niebem i Piekłem, a Bóg był niewidzialny i wszechobecny jak wiatr. Przemieniliśmy się przez wieki. Jesteśmy innymi ludźmi osadzonymi w wyjaśnialnym świecie. Od religii oczekujemy czegoś innego.

Piramidy są pomnikiem ogromnej obcości. Świadectwem istnienia innego człowieka. Ten inny człowiek sobie był, a teraz go już nie ma. Tak naprawdę nie wiemy, w co wierzył. W jaki sposób myślał o Ozyrysie? Jaki był jego rzeczywisty stosunek do człowieka-boga, czyli faraona? Pojawiają się i inne pytania. Weźmy miłość. Rozumiem pod tym pojęciem coś konkretnego, co podzielają inni ludzie z mojego otoczenia. Znam i inne koncepcje kochania. Ale co myślał starożytny Egipcjanin, mówiąc: „Kocham cię” do swojej starożytnej Egipcjanki? Czym było jego kochanie i czy było w jakikolwiek sposób zbliżone do mojego? Tego już nie poznamy. Wiemy tylko, że chciało mu się zbudować piramidy, świadectwo wielkiej obcości. Dzięki nim, jest pamiętamy.

A my, co zbudowaliśmy?

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Nauka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story