Pościg za wydajnością

Intel Pure Performance #3: Małe, ale wspaniałe

Intel Inside

Sięgnijmy pamięcią do połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy rozpoczynała się w Polsce epoka pecetów. Sklepy z podzespołami wyrastały niczym grzyby po deszczu, weekendowe giełdy przyciągały tysiące zainteresowanych, kwitła odizolowana wcześniej gałąź gospodarki. Jak wyglądały ówczesne komputery desktopowe?

Jeżeli nie pamiętacie, to pozwólcie, że pokrótce scharakteryzuję typowego przedstawiciela tamtego pokolenia. Wyobraźcie sobie zwykłą prostokątną obudowę ATX zrobioną z ciężkiej blachy, której siermiężnym kształtom dorównywała tylko praktycznie zerowa funkcjonalność. Określenie „skrzynka” albo „monolit” pasowało do takiego urządzenia idealnie. Zapomnijcie również o wyszukanej stylistyce, ponieważ jedynymi słusznymi kolorami były kremowy lub śnieżnobiały. Taka skrzynka ważyła kilkanaście kilogramów, więc przenoszenie jej nie należało do czynności szczególnie przyjemnych. Nieporęczność peceta wynikała między innymi z nadmiernej liczby odrębnych komponentów. I właśnie na tym polu zaszły w ciągu minionych dekad największe zmiany. Dziś komputer wygląda już zupełnie inaczej.

Dawniej komputery były duże, toporne i niezbyt eleganckie.
Dawniej komputery były duże, toporne i niezbyt eleganckie.

Postępująca miniaturyzacja pozwoliła zintegrować w procesorze wiele funkcji, które niegdyś realizowały osobno płyty główne i karty rozszerzeń, co oczywiście znajdowało odzwierciedlenie w gabarytach komputera. Wraz z opracowywaniem bardziej zaawansowanych technologii zmniejszania układów scalonych, możliwe stało się umieszczanie większej liczby elementów na mniejszej powierzchni, a w konsekwencji konsolidowanie pracy wykonywanej przez kilka podzespołów. Efekt? Dzisiaj prawie wszystkie procesory Intela posiadają wbudowane układy graficzne, więc kupowanie dedykowanej karty do wyświetlania obrazu jest zbędne, jeśli dodatkowa moc obliczeniowa nie będzie wykorzystywana. Podobnie sprawa wygląda z kontrolerami do obsługi podzespołów bazowych, np. pamięci RAM. Jeszcze niedawno poszczególne układy montowano na płytach głównych, teraz większość znajduje się w procesorach, natomiast kodeki dźwiękowe czy karty sieciowe przeszły proces integracji z płytami głównymi. Dzięki temu ogólne rozmiary desktopów uległy znacznemu zmniejszeniu.

Summa summarum, miniaturyzacja sprawiła, że określenie mini-PC nabrało realnych kształtów. Jak bardzo realnych? Żeby się przekonać, wystarczy spojrzeć na sklepowe półki.

Intel Compute Stick to pełnowartościowy minikomputer wielkości zapalniczki.
Intel Compute Stick to pełnowartościowy minikomputer wielkości zapalniczki.

Intel od jakiegoś czasu aktywnie wspiera ideę minikomputerów, pomimo swoich rozmiarów niewiele ustępujących w podstawowych zadaniach desktopom czy notebookom. Edycja dokumentów tekstowych, przeglądanie zasobów internetu, domowe centrum multimedialne, możliwość uruchomienia prostych gier? Proszę bardzo, wszystko to wykona Intel Compute Stick – urządzenie zamknięte w obudowie wielkości dużego pendrive’a (103 x 37 x 12 mm), bazujące na czterordzeniowym procesorze Intel Atom dedykowanym tabletom i smartfonom, podłączane bezpośrednio do monitora lub telewizora poprzez złącze HDMI. Wystarczy tylko dostęp do wyświetlacza, klawiatura, myszka, ewentualnie pilot, aby stworzyć sobie prawdziwie mobilne stanowisko pracy – dysponujące łącznością bezprzewodową, portami USB 2.0 i czytnikiem kart microSD.

Intel Compute Stick można traktować jako alternatywę dla zwykłego peceta, notebooka, a nawet Smart TV, zwłaszcza jeśli wymagania użytkownika względem sprzętu są umiarkowane. To niewielkie, energooszczędne, ultramobilne kieszonkowe maleństwo potrafi naprawdę sporo, a kosztuje bardzo rozsądne pieniądze.

Intel NUC łączy niewielkie rozmiary, duże możliwości i niebywałą energooszczędność.
Intel NUC łączy niewielkie rozmiary, duże możliwości i niebywałą energooszczędność.

Trochę innym gatunkiem miniaturowych komputerów jest nettop Intel NUC. Skrzyneczka o wymiarach 49 x 111 x 115 mm zawiera laptopowe podzespoły, dzięki czemu oferuje zdecydowanie wyższą wydajność niż Intel Compute Stick. Ciągle pozostajemy jednak w krainie liliputów, ponieważ NUC-owi pod względem rozmiarów zdecydowanie bliżej do pudełka na biżuterię aniżeli do jakiejkolwiek formy powszechnie kojarzonej z pecetami. Pomimo tego sprzęt jest częściowo otwarty na modyfikacje. Nie posiada pamięci operacyjnej i dysku, oba elementy trzeba dokupić oddzielnie, więc użytkownik sam decyduje o ich pojemności. Tak skonfigurowany NUC jest już gotowy do działania – wystarczy tylko podłączyć peryferia.

Komputer ten można umieścić za monitorem lub telewizorem dzięki uchwytom VESA, wtedy praktycznie znika z pola widzenia. Takie rozwiązanie świetnie spisuje się nie tylko w biurze, gdzie przestrzeń robocza jest ograniczona, ale również w salonie, jeśli chcemy minikomputer ukryć przed wścibskimi oczami.

NUC zapewnia łączność bezprzewodową Wi-Fi oraz Bluetooth 4.0, złącza mini-HDMI, mini-DisplayPort i porty USB 3.0, zatem jest to bardzo funkcjonalne urządzenie. A jeśli naszym łupem padnie wersja z procesorem Intel Core i7-5557U (Broadwell), dysponująca układem graficznym Intel Iris Graphics 6100, nawet średnio wymagające gry komputerowe nie będą stanowić problemu.

GRAFIKA_4
Małe komputery do grania, jak ASUS GR8 i Dell Alienware X51, stanowią coraz poważniejszą alternatywę dla konsol.

Istnieją także miniaturowe zestawy przeznaczone stricte do cyfrowej rozrywki, które osiągami jeszcze nie dorównują najszybszym desktopom, ale spokojnie wystarczają do satysfakcjonującej zabawy w najnowszych grach. Rozmiarami przypominają konsole, wyglądają świetnie, a spełniają zarazem wszystkie statutowe zadania, jakie przypisuje się komputerom osobistym.

Weźmy za przykład ASUS GR8 oraz Dell Alienware X51 Andromeda R2. Wspomniana dwójka wykorzystuje procesory Intel Core działające w tandemie z dedykowanymi (osobnymi) kartami graficznymi, pozwalającymi uruchamiać nowe produkcje w przyzwoitych ustawieniach. Sprostają nawet tak wymagającym grom, jak „GTA V”, „Far Cry 4”, „Assassin’s Creed: Unity” czy „Wiedźmin 3: Dziki Gon”.

Wspomniane komputery to praktycznie maszyny desktopowe, korzystające z energooszczędnych podzespołów, technologii mobilnych i rozwiązań autorskich, dzięki którym przeszły proces solidnego odchudzania. Dacie wiarę, że ASUS GR8 zmieszczono w obudowie o pojemności zaledwie 2,5 litra? Pełnowartościowa maszyna do grania wielkości paczki płatków śniadaniowych. Takich czasów dożyliśmy. Jednak to jeszcze nie wszystko, co miłośnikom miniaturyzacji mogą zaoferować producenci.

GRAFIKA_5Ostatnią kategorią w łańcuszku ewolucji komputerów osobistych, znajdującą się dosłownie o krok przed tradycyjnymi obudowami ATX, są coraz popularniejsze gamingowe zestawy SFF (Small Form Factor). Kilka akapitów wyżej pisałem o realizowaniu szeregu funkcji przez jeden element, czego pokłosiem jest szeroka dostępność komponentów pasujących do systemów micro-ATX oraz mini-ITX. Porządne miniaturowe płyty główne posiadają wbudowany układ dźwiękowy, łączność bezprzewodową i miejsce na pamięć masową (M.2), toteż po włożeniu RAM-u, procesora, podłączeniu zasilania oraz ewentualnie karty graficznej otrzymujemy zestaw o wydajności do niedawna zarezerwowanej dla pełnoprawnych desktopów. W tym przypadku nie musicie już przystawać na jakiekolwiek kompromisy. Wystarczy spojrzeć na niepozorne ASUS G20 lub MSI Nightblade M1, które w swoich wnętrzach skrywają odblokowane procesory Intel Core, płytę główną z najlepszym chipsetem oraz bardzo wydajną kartę graficzną.

Może zatem następnym razem, gdy będziecie zastanawiać się, jakiego komputera potrzebujecie, warto rozważyć alternatywy dla klasycznych desktopów i laptopów? Zmienić kryteria wyboru? Świat nie jest przecież czaro-biały, istnieje wiele odcieni intrygującej szarości.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Innowacje techniczne

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story