Pościg za wydajnością

Jak złamać rękę w gipsie

„Kolejna zima, a śniegu nie ma”, jak śpiewał Kazik. Tak było w przypadku filmu „A Short Story About the Bad Winter” nakręconego przez Crew Movie Project. Dwóch narciarzy z Katowic, Bartka Sibigę i Marcina Pośpiecha, zima w Polsce nie rozpieszcza. Jest ciepło i nie ma śniegu. A trzeba wiedzieć, że freeskiing to dyscyplina skrajnie wymagająca, nie wystarczy do niej byle stok dla amatorów – są tu niebezpieczne, przeczące prawom grawitacji skoki, tricki, ewolucje. Ruszają więc w nieznane, przez Europę, wybierając miejsca, o których nigdy nie pomyślelibyście, że można tam jeździć na nartach. Ich film miał premierę w listopadzie i wszędzie cieszył się znakomitym przyjęciem.

Bartku, w ramach projektu Crew Movie przejechaliście 20 tysięcy kilometrów, kręcąc często w niełatwych warunkach. Gdzie mieliście najtrudniejszą przeprawę?

Zamość, bez dwóch zdań. Pojechaliśmy tam, bo w lutym, w Polsce tylko tam leżał śnieg. Kręciliśmy przez tydzień i dzień w dzień lał deszcz. Wyobraź to sobie: pracujesz od rana do nocy i jesteś ciągle przemoknięty. Przyjechaliśmy na miejsce dwoma osobowymi autami i jeden samochód był 24 godziny na dobę uruchomiony, żeby w środku było ciepło i żeby można było tam suszyć ciuchy.

Jak wygląda dzień na planie filmu o ekstremalnej jeździe na nartach?

Harówka, kręci się na maksa. Najczęściej, jak w Zamościu, zwijaliśmy się z planu o czwartej czy piątej rano, jedliśmy „obiad” i szliśmy spać na pięć godzin. Pobudka i powrót na plan.

Podczas Waszej podróży odwiedziliście miejsca bardziej przyjazne, jeśli chodzi o pogodę, od Zamościa. Mam na myśli Cannes. Jaki był cel tej wizyty?

Właściwie to sami nie byliśmy pewni. Dopiero po nakręceniu zdjęć dodaliśmy w montażu kilka scen, które robiły z tego logiczną całość – udało nam się nawet podmienić oficjalny billboard Festiwalu Filmowego w Cannes na billboard reklamujący nasz film. Dograliśmy też sceny z paparazzi. Wyszło na to, że jesteśmy tam gwiazdami.

Na koniec wróciliście do rodzimych Katowic. W jednym z Twoich filmików widziałem, że tubylcy czasem agresywnie reagują na chłopaków jeżdżących w mieście na nartach. Jak było tym razem?

W Katowicach – znacznie, znacznie lepiej. Sytuacja, o której mówisz, miała miejsce trzy lata temu, kiedy czepiał się nas jakiś facet. Wtedy ludzie nie znali tego sportu, patrzyli na nas nieufnie. Tym razem było miło, nikt nie miał pretensji, że coś niszczymy. Ba! na plan przyszło 60 osób, w tym dzieci, wszyscy cieszyli się naszą jazdą, zadawali pytania. Już nie było zdziwienia. Dzieciaki cieszyły się śniegiem, który przywieźliśmy, a było lato. Sporo się więc zmieniło. Jeśli już były jakieś uwagi, to tylko takie, żebyśmy sobie nie zrobili krzywdy.

Jak było w innych miastach?

Nie wszędzie tak fajnie. W innym polskim mieście, mniejszym, jakiś facet zadzwonił po policję, sugerując, że niszczymy infrastrukturę, niby jakąś poręcz. Przyjechali policjanci, ale zacząłem im tłumaczyć, że jestem członkiem kadry narodowej, że jesteśmy profesjonalistami, nie chuliganami. Do tego doszła presja lokalnej społeczność – mieszkańcy zebrali się wokół nas i zaczęli przekonywać, żeby policja dała nam spokój. Panowie w mundurach popatrzyli po sobie i powiedzieli, że nie ma sprawy, że przymkną na sprawę oko. Ale tamten jegomość ciągnął swoje i w końcu poszedł z tym do sądu. Sprawa jednak się nie odbyła, bo stanął za nami komendant miejscowej policji, sugerując, żebyśmy się dogadali. W końcu stanęło na tym, że odmalowałem tę nieszczęsną poręcz, o którą było tyle szumu.

Od ilu lat jeździsz freeskiing?

Mam 24 lata, a jeżdżę od ośmiu, więc zaczynałem późno. Wcześniej jeździłem racing.

Jakie były początki Waszej przygody narciarsko-filmowej?

Jedno z drugim zawsze się u mnie łączyło. Początki były oczywiście bardzo amatorskie., robiliśmy filmiki bez budżetu. Spaliśmy w samochodach, żeby było taniej. Niektóre nasze filmiki miały koszmarny dźwięk, nie dało się tego oglądać. Ale bardzo motywowały nas do jazdy, zwłaszcza komentarze na YouTube.

Są jakieś produkcje, które chcielibyście prześcignąć?

Oczywiście, choćby filmiki Level 1. Produkcji jest obecnie mnóstwo. Tyle że te najlepsze mają duży budżet. My takiego, póki co, nie mamy.

Czy wydaje mi się, czy na planie takiego filmu jak Wasz kontuzji musi być więcej niż podczas normalnej jazdy?

To fakt, kontuzji jest więcej. Wynika to po części z tego, że jeździliśmy po mieście, a jibbing (jazda po przeszkodach stworzonych z miejskiej infrastruktury, nie naturalnych – przyp. red.) jest wymagający. Poza tym normalnie robię tysiąc prób, tu na to nie ma czasu. No i bywało różnie.

Najgorszy wypadek na planie?

Był taki jeden trick. Chciałem zrobić double cork 1080, czyli skok z dużą rotacją, na skoczni backcountry. Zacząłem najeżdżać i jakieś cztery metry przed progiem wypięła mi się narta. Przywaliłem w skocznię barkiem i ręką przy prędkości 70-80 km/h, a chciałbym zauważyć, że trick robiłem z ręką w gipsie. Przeleciałem 15 metrów w powietrzu i wylądowałem w śniegu,

Bardzo się poobijałem, ale adrenalina była taka, że wróciłem i wykonałem zaplanowany trick. I wszystko OK, tylko że później bardzo bolała mnie ta złamana ręka. No nic, doszedłem do wniosku, że tak po prostu się to goi. Okazało się, że nie, że ja złamałem złamaną już rękę drugi raz i że kość zdążyła się zrosnąć, i to w nieprawidłowy sposób.

Auć! A jakiś imponujący trick na planie bez koszmarnych wspomnień?

To było 90 dni zdjęć, więc ciężko wymienić jeden, ale dobrze: przejechałem na nartach przez basen z wodą. Za nim była skocznia. Przyznam, że to był pierwszy raz, gdy jeździłem po basenie. Co więcej: ani ja, ani nikt inny nie wpadł wtedy do wody.

Jak się miewa polska scena filmów freeskiingowych?

Szczere mówiąc, to nie oglądam zbyt wiele polskich produkcji, bo dużo jeżdżę po Europie. Wiem, że w Austrii i Szwajcarii jest prawdziwy boom na ten sport i dużo filmów. W snowparkach ciężko znaleźć tam wolne miejsce. Ale w Polsce to też powoli posuwa się do przodu. Jest dużo filmików narciarskich, ale wciąż amatorskich: ktoś zakłada GoPro i jedzie. Z profesjonalnych produkcji to nasza jest jedyna w tym roku.

Rozmawiał Paweł Franczak

(Fot. Tadek Jezier)

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Styl życia

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story