Zdrowie

Kompozytor w każdej głowie

Encefalofon to instrument, który może też przydać się w leczeniu. Bo gra się na nim za pomocą myśli.

Thomas Deuel ma w domu studiolab. Tak nazywa połączenie studia muzycznego i laboratorium, bo on sam jest jednocześnie naukowcem zajmującym się neurologią i kompozytorem. W tym drugim wypadku tworzy głównie awangardowe instalacje dźwiękowe, zawsze z pomocą nauki. Deuel nagrywał już tradycyjny rytuału tatuowania plemienia Kalinga na Filipinach, kreował muzykę za pomocą naszpikowanej czujnikami płachty spadochronu i tworzył utwory z wykorzystaniem ostryg reagujących na zmianę oświetlenia w pomieszczeniu. Tak, to ostatnie zdanie jest prawdziwe, nie zdołałbym go wymyślić. Ale Deuel to także utalentowany multiinstrumentalista: gra na trąbce, gitarze i fortepianie.

Jego wynalazek, encefalofon należy od obu światów, nauki i sztuki. To z jednej strony instrument muzyczny, z drugiej: urządzenie, które ma pomóc osobom z chorobami neurologicznymi, po udarach, z uszkodzeniami rdzenia kręgowego.

„Początkowo chciałem stworzyć nowy instrument muzyczny. Pomyślałem, że będzie to świetna frajda, coś ciekawego z punktu widzenia nauki i muzyki, ale w miarę rozwoju projektu, dowiadywałem się coraz więcej na temat sprzężenia zwrotnego i zacząłem myśleć: Cóż, mam pacjentów z niepełnosprawnością… jak wykorzystać to, co to robię w celach leczniczych?”, mówił Deuel na spotkaniu MIT Enterprise Forum.

Tak wygląda encefalofon w akcji. Gra na nim sam wynalazca:

Encefalofon zamienia fale mózgowe alfa w skalę muzyczną, po której mogą poruszać się artyści/ pacjenci, w zależności od tego, kto używa urządzenia. Dzieje się tak za sprawą uruchomienia lub wyłączenia tzw. rytmów mu w korze ruchowej mózgu (rytmy mu oznaczają pewien rodzaj aktywności neuronów) lub rytmu fal mózgowych w korze potylicznej. Tego zresztą wiedzieć nie musicie. Wystarczy, że po podłączeniu Was do elektroencefalografu (EEG) będziecie w stanie grać do podpiętego do tego urządzenia syntezatora.

Deuel, pracownik Swedish Neuroscience Institute w Seattle twierdzi, że granie na encefalofonie to bajeczne prosta sprawa. Zostajemy podpięci do aparatury i jeśli tylko wyobrazimy sobie, na przykład, że podnosimy lewą stopę – zagramy wyższy dźwięk na fortepianie, jeśli wyobrażamy sobie uniesienie prawej brwi – gramy dźwięk niższy. I tak dalej. Całą pracę wykonuje za nas kora ruchowa mózgu.

„Nie jest to specjalnie skomplikowane”, tłumaczył naukowiec, „Każdy może nauczyć się gry na encefalofonie. To tak jak mieć w rękach jakikolwiek inny instrument: trzeba przejść przez etap nauki… Wielką rzeczą jest to, że się nie poruszasz, ale to nie to samo, co konwencjonalny instrument.”

 

Deuel to człowiek renesansu. Tu mówi o muzyce ostryg:

Wynalazca umniejsza nieco rolę encefalofonu. Nie trzeba się wiele zastanawiać, by dojść do wniosku, że to naprawdę Wielka Rzecz. Wystarczy wyobrazić sobie wszystkich muzyków, którzy ulegli wypadkowi i ograniczenia ruchowe nie pozwalają im grać, albo tych, którzy marzą o wykonywaniu muzyki, ale wrodzona niepełnosprawność staje im na drodze.

Ale to nie jedyne zastosowanie tego instrumentu. Został stworzony także dla tych pacjentów, którzy z muzyką nie mają wiele wspólnego, ale cierpią na stwardnienie zanikowe boczne, zwane chorobą Lou Gehriga. Objawy to między innymi niedowład kończyn, zanik kolejnych grup mięśniowych, drżenie, czasem paraliż. Encefalofon znakomicie nadaje się do ich rehabilitacji. Deuel uważa, że dla takich osób nauka tworzenia muzyki, z wykorzystaniem różnych partii mózgu byłaby tu bezcenna. Technologia jest w końcu nieinwazyjna i przenośna.

Dr. Gyrus and the Electric Sulci – tak nazywa się muzyczny projekt Deuela, z którym zagrał na Megapolis Audio Art Festival (fot. Vimeo)

Deuel nie jest pierwszym, który wpadł na pomysł połączenia instrumentu i narzędzia do badania mózgu. Pierwszy był dr R. Furth, który do spółki z dr E. A. Beversem w 1940 roku wynalazł elektroencefalofon – ten miał służyć wykrywaniu chorób neurologicznych. Tego typu urządzenia doczekały się nawet swojej nazwy. To kwintefony, od „kwintesencji”. W tym przypadku nie jest nic materialnego, a idea, myśl. Tak jak aerofony (dajmy na to, saksofony) wykorzystują do wytworzenia dźwięku powietrze, tak kwintefony nie są ograniczone przez żadną materię.

Na tym instrumencie gra się za pomocą czepka z elektrodami (fot. Thomas Deuel)

Encefalofon jest dopiero w fazie testów, lecz prace nad nim wyglądają obiecująco. „W tej chwili nie możemy pokazać ci partytury Beethovena i mieć nadzieję, że uda się ją wykonać za każdym razem. Ale masz prawdziwą kontrolę nad muzyką, nie ma tu przypadku”, komentuje Deuel. I rozwija wizję przyszłości, w której urządzenia EEG są tańsze i mniejsze, a encefalofon można kupić w każdym sklepie elektronicznym. Muzyka z naszych głów mogłaby trafiać w czasie rzeczywistym do naszych smartfonów albo na kanał YouTube. Każdy mógłby być kompozytorem. Inna sprawa, czy na pewno każdy powinien.

Jeśli natomiast nie potraficie grać na żadnym instrumencie, chcecie tworzyć muzykę, a brak Wam cierpliwości, by czekać, aż na rynku zadebiutuje encefalofon, możecie skorzystać z możliwości, jakie zapewnia oprogramowanie muzyczne wykorzystujące kamery 3D Intel RealSense. W tym przypadku nie wystarczy pomyśleć, trzeba zaangażować ciało, ale – uwaga! – nie trzeba nawet dotykać żadnego instrumentu. Precyzując, nie trzeba dotykać czegokolwiek – wystarczy wykonywać w powietrzu gesty rękami. Śledząca je w trójwymiarowej przestrzeni kamera Intel RealSense przekaże informacje o położeniu rąk procesorowi, który z kolei przełoży na język dźwięków. Tak działa program KAGURA:

 

Share This Article

Related Topics

Zdrowie

Read This Next

Read Full Story