STEM

Mózg nas oszuka w rozmowie z robotem

Zawsze chcieliście mieć pomoc domową, ale nie było was na to stać? Czas spełnić marzenia! Nie musicie się martwić o wikt i opierunek, ani o to, że gosposia coś ukradnie, przemęczy się lub zażąda pensji, której wasz budżet nie udźwignie. Wystarczy kupić sobie androida.

Tak w wielkim skrócie zawiązuje się fabuła brytyjsko-amerykańskiego serialu „Humans”. Już po obejrzeniu pierwszego odcinka oczywiste jest, że konflikt powodowany będzie przez ludzi, którzy z powodu zazdrości, poczucia odsunięcia, staną się podejrzliwi wobec robotów.

W serialu wszystko jest proste – rodzina wie, że kupuje androida i w każdej chwili zdaje sobie sprawę, że istota, która przed nimi stoi, jest wysoce zaawansowaną maszyną.

A co by było, gdybyście nie wiedzieli, że osoba, z którą rozmawiacie, jest zbudowana nie z białka, lecz z krzemu?

Nie musimy się nad tym zastanawiać – naukowcy z London School of Economics przeprowadzili eksperyment, w którym normalna na pierwszy rzut oka osoba wypowiadała wyłącznie kwestie podpowiadane jej przez komputer.

Taki człowiek to według naukowców „echoborg” – żywy człowiek, który na czas trwania eksperymentu zmienia się w tubę dla komputera. Działa to tak:

  • spotykamy echobota, pytamy go o coś (np. jak ma na imię);
  • naukowiec znajdujący się w dowolnym miejscu na świecie słyszy to pytanie, bo echobot wyposażony jest w nadajnik i odbiornik;
  • naukowiec wprowadza zasłyszane pytanie do komputera;
  • bot generuje odpowiedź;
  • naukowiec przez mikrofon podaje odpowiedź echobotowi;
  • echobot wypowiada ją na głos.

Może to wyglądać na skomplikowaną operację, ale w rzeczywistości tak nie jest. Dobrze to ilustruje poniższy obrazek.

echobot
Źródło: BBC.

Jakie to były odpowiedzi? Tego do końca nie wiadomo, ale każdy, kto kiedykolwiek rozmawiał z chatbotem wie, że rozmowa ma idealny sens, dopóki bot nie zmieni nagle tematu albo nie odwróci kota ogonem (z całkiem inteligentnym chatbotem możecie porozmawiać tu. Jeśli od rozmówcy oddziela nas ekran, możemy zacząć przypuszczać, że coś jest nie tak. Ale gdy przed nami siedzi zwyczajna osoba, która trochę chaotycznie skacze z tematu na temat – mielibyście wobec niej jakieś podejrzenia? Wyniki eksperymentu były jednoznaczne: większą wagę przywiązywano do wyglądu mówiącego, niż do treści. Echobot był przecież zwykłym człowiekiem, mózg zakładał więc z góry, że wszystko jest w porządku, a nagłe zmiany tematu i chaotyczne odpowiedzi składał na karb rozkojarzenia.

Dlaczego tak się dzieje? David Eagleman w książce „Mózg incognito” tłumaczy:

– Nasza percepcja świata jest konstruktem, który nie odzwierciedla rzeczywistości dokładnie, zaś my błędnie utrzymujemy, że widzimy pełen i szczegółowy obraz, podczas gdy w istocie dostrzegamy tylko niezbędnie minimum i nic poza nim. (…) Nie widzimy zatem świata. Widzimy to, co każe nam widzieć nasz mózg.

Świadomie zwracamy uwagę na rzeczywistość dopiero w momencie, gdy to, co dociera do nas ze zmysłów, nie zgadza się z oczekiwaniami.

Gdy siedzi przed wami echobot, spodziewacie się, że rozmawiacie z człowiekiem. Nie ma powodów do niepokoju, prawda?

A co mózg podpowie nam, gdy zobaczy małego, uroczego robota? Takiego jak Boxie:

Boxie wyposażony jest w kamerę, ma też umiejętność zadawania pytań. Podczas testów poruszał się swobodnie po Media Labie w MIT i nawiązywał znajomości. I okazało się, że nieznajomi ludzie w nieprawdopodobny sposób otwierali się przed Boxie i zdradzali mu swoje największe sekrety. Kolejny, jeszcze słodszy robocik nazywał się BlabDroid i szczerze opowiadał mu o sobie nawet Chris Hadfield, były dowódca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.


Działo się tak zapewne dlatego, że robot mówi dziecięcym głosem, ma „szeroko otwarte oczy” i „ufny” uśmiech. Nie bez powodu niektóre słowa ujęłam w cudzysłów – przecież robot nie ma oczu, a jego uśmiech jest narysowany. A jednak mózg człowieka dopisuje sobie intencje innych ludzi i obiektów. Jeśli coś wygląda na małe i nieszkodliwe to uznajemy, że raczej takie jest.

Boxie ani BlabDroid też nie są agresywne, bo tak zostały zaprogramowane i nie stanowią zagrożenia. Przynajmniej bezpośredniego.

Naczelny futurolog Intela, Steve Brown, uważa, że stoimy u progu nowego okresu kambryjskiego, bo komputery wykształcają oczy i uszy. Zaczynają nas rozumieć i próbują się z nami komunikować. I o ile dzieje się to za pośrednictwem słów na ekranie monitora, to nie mamy problemu z przyjęciem do wiadomości, że rozmawiamy z maszyną. Ale robotów będzie wśród nas coraz więcej. Niektóre będą wyglądały jak ludzie dorośli, inne jak dzieci, jeszcze inne nie będą miały antropomorficznego kształtu. I musimy się zastanowić, czy nas mózg nie będzie nas oszukiwał w kontaktach z nimi. Czy nie będziemy dopisywali im intencji, których wcale nie mają, wyłącznie na podstawie ich wyglądu. Przeprowadzone dotychczas eksperymenty sugerują, że raczej tak.

Steve Brown, główny futurolog Intela.
Steve Brown, główny futurolog Intela.

Na razie mamy jeszcze trochę czasu, żeby mentalnie przygotować się na epokę, w której roboty nie będą ewenementem, tylko naszą codziennością. Czy uśmiechnięty robot ma dobre „intencje”? Kto stoi za małą, uroczą maszyną dziecinnym głosem pytającą o wasze sekrety? Mózg, który wyniósł nas na pozycję gatunku rządzącego Ziemią, w kontaktach z robotami może nas czasem wyprowadzać na manowce.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Nauka

Przeczytaj w następnej kolejności