Styl życia

Najgłupsze wynalazki 2016 roku

Nie dajcie sobie wmówić, że rok 2016 był fatalny. On był wspaniały! O ile tylko jesteście wielbicielami niedorzecznych, absurdalnych, głupich jak lewy but wynalazków. Oto lista hańby nowych technologii.

Pewnie i Wy macie ten problem. Przed wyjściem na zewnątrz trapicie się, że możecie zmoknąć? No wiecie, od deszczu. Będzie padać czy nie będzie, brać parasol czy nie? Jak żyć? Ja, w każdym razie, często mam takie dylematy. „Spójrz w górę, ty ośle dardanelski, jeśli są tam ciemne chmury, pewnie będzie lać!”, ktoś się zirytuje. „O, nie, mój drogi”, odpowiem wówczas, „To ty sobie staroświecko spoglądaj na chmury, a ja pójdę z duchem czasów i zrobię to w new-tech, supermega-, cyfrowo wypasionym stylu. Kupię sobie parasolkę, która mi to powie!”

Oombrella – musisz ją mieć. Stanowczo. Raczej. Chyba.

Parasolka, która odmieni moje nędzne, pełne lęku życie zwie się Oombrella i ma wiele zalet. Jest bardzo ładna, łączy się ze smartfonem właściciela, by przekazać mu ściągniętą z Internetu prognozę pogody, jest też bardzo ładna, oprócz tego łączy się z Internetem, przekazując informację o pogodzie do społecznego serwisu pogodowego weezoo.com, jest do tego bardzo ładna i… hmm… co jeszcze… tak… o, wiem! Ma funkcję powiadamiania właściciela, że ją zostawił, na przykład w kawiarni (w takich razach wysyła SMS-a: „Nie zostawiaj mnie”, choć nie jestem pewien, czy nie jest to irytujące, kiedy RZECZYWIŚCIE chcę ją zostawić, choćby w domu, czy też pożyczyć komuś). Oprócz tego jest bardzo ładna. Tak. Całkiem sporo korzyści. A kosztować ma jedyne 300-400 zł. I niech mi ktoś jeszcze coś powie o patrzeniu w niebo, ha!

Pasek WELT nie jest już taki fajny. OK, wciąż jest genialnym wynalazkiem, aż dziw, że nikt nie wpadł na to wcześniej, jednak ma pewne wady. Choćby taka: w założeniu skórzany pasek Samsunga ma, między innymi, śledzić rozmiar pasa właściciela. Będzie przechowywał zapisy obwodu i łączył się ze smartfonem (wszystko, ale to wszystko łączy się dziś ze smartfonem), tworzył odpowiednie statystyki i wysyłał notki, by powiedzieć właścicielowi: „Przytyłeś”. W porządku, jasne, jest to fenomenalna idea, ale czy nie od tego są, jak im tam, dziurki w pasku? A może tylko się czepiam. W końcu pasek WELT powie też, jak długo siedzimy w ciągu dnia i ile robimy dziennie kroków, i nie jest taki znów drogi. 600 zł, naprawdę, co to jest…

WELT. Kup go koniecznie, Twoje życie się odmieni. Jak? Nie pytaj, kupuj.

Moim drugim najukochańszym wynalazkiem w historii ludzkości są przenośne, podręczne schodki. Trzy schodki, koncept pewnego Japończyka, którego imię i nazwisko świat i Internet zdążyli zapomnieć. Brało się takie coś na spacer i w razie kłopotów ze zbyt wysokim krawężnikiem, albo słoikiem dżemu umieszczonym na najwyższej półce w sklepie podstawiało się, wchodziło i… tyle.

I’m Up – nazwa, którą nie do końca rozumiem w kontekście opisywanego przedmiotu – nie zbliża się poziomem do japońskich schodków, ale i tak jest nieźle. I’m Up to ładowarka z lusterkiem i puderniczką. Nie pytajcie mnie, jakie pudry i bronzery zawiera, wiem jedynie, że nie jest bezprzewodowa, co stawia sensowność jej istnienia pod jeszcze większym znakiem zapytania, ale i tak najważniejsze pytanie jest inne. Mianowicie: dlaczego ładowarka z lusterkiem (koszt to ok. 350 zł) nazywa się I’m Up? Serio: dlaczego?

Zostawię Was z tym pytaniem i opowiem o wynalazku, który uważam za numer 1 wszech czasów. Nie ma stuprocentowej pewności, kto wynalazł to pierwszy, ale zakłada się, że Marvin Minsky, amerykański kognitywista, wybitny naukowiec w dziedzinie sztucznej inteligencji. Mowa o Bezużytecznej Maszynie. BM ma różne wersje, ale ogólnie to pudełko, które ma przycisk włączania/wyłączania i nic więcej. Po jego naciśnięciu pudełko otwiera się i mechaniczne ramię naciska „off”. Wersję Bezużytecznej Maszyny stworzył matematyk Claude Shannon i trzymał ją na swoim biurku. Kiedyś przyszedł do niego w odwiedziny Arthur C. Clarke. Słynny pisarz sci-fi był zafascynowany wynalazkiem, ale też nieco nim przestraszony. „Jest coś diabelskiego w machinie, której jedynym celem jest wyłączyć samą siebie”, skonstatował.

Maszyna tyleż filozoficzna, co bezużyteczna.

Anti-Stress Cube idzie w ślady Bezużytecznej Maszyny. Ma włącznik i kilka przycisków, ale nie są do niczego potrzebne, bo nie są podłączone. Można sobie nimi za to popstrykać do woli za jedyne 80 zł, bo mniej więcej tyle kosztuje Anti-Stress Cube. Jedynym celem posiadania go jest odstresowanie. Pstrykasz i pstrykasz tym włącznikiem, a napięcie związane z, dajmy na to, wylaniem Cię z pracy przed Bożym Narodzeniem zostaje zredukowane do poziomu „iii, tam…”. Mnie takie rzeczy nie ruszają, doceniam jednak nawiązanie do gigantów myśli technicznej, jak Shannon i Minsky. Producent się na nich nie powołuje, ale dobrze wiemy, że jest zwyczajnie skromny.

Anti-Stress Cube
Anti-Stress Cube

Nie wchodźmy w filozoficzne rozważania, ale musicie przyznać, że co jest, a co nie jest absurdalne i niedorzeczne, to w dużej mierze kwestia subiektywnego spojrzenia. Podam przykład. Ktoś wymyśla łyżeczkę dla dzieci, która jest podpięta pod smartfona, tak, by po włączeniu przycisku na łyżce smartfon, głosem jakiegoś zwierzątka, namawiał dzieciaka, by ten wcinał w te pędy podaną przez mamusię marchewkę, brokuły, czy inne zmielone świństwo, jakim karmi się dzieci. Powiedzmy, że produkt nazywałby się Yum & Done, a w zestaw, prócz łyżki wchodziłby pokrowiec na smartfon w kształcie jakiegoś futrzaka. Nie wiem, ile mógłby kosztować, ale wiem, że w mojej prywatnej, subiektywnej, osobistej opinii jest to straszne marnotrawstwo pieniędzy. Wy możecie powiedzieć, że to „najlepsza rzecz, od kiedy wynaleziono chleb w kromkach”, jak mawiają w Ameryce i w porządku, uszanuję i taką opinię. Aha, numer 1: Yum & Done oczywiście istnieje, na targach CES 2016 zaprezentowała go firma Slow Control. Aha numer 2: nie macie racji!

Yum & Done
Yum & Done

W powyższym zestawieniu bezapelacyjnym zwycięzcą powinien być MacBook Selfie Stick – przytrzymasz nim swój laptop, by strzelić sobie „selfiacza-króla social media”. Niestety, nie sposób kupić tego w sklepie, bo – wyobraźcie sobie tylko – jest to artystyczna prowokacja trójki artystów, Art404, Johna Yuyi i Toma Galle’a, co nie zmienia faktu, że świat z niecierpliwością czeka na podobne innowacje. Do boju!

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Styl życia

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story