Granice nowoczesnych możliwości

Nieważkość w zasięgu ręki

Samolot najpierw ostro się wznosi ku niebu, wbijając pasażerów w podłogę, a następnie nurkuje, co sprawia, że ci, którzy nie przypięli się pasami, lewitują po kabinie. „Lewitowanie” nie jest najwłaściwszym określeniem, bo mamy tu do czynienia z nieważkością. Trwa to pół minuty, ale wystarczy, by poczuć to, co odczuwają astronauci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej: cudowną swobodę.

Loty paraboliczne dostarczają mocnych wrażeń, również tych związanych z przeciążeniami i rozchwianiem błędnika. Nie przypadkiem samolot ZERO G, który jak szalony wznosi się i opada kilkadziesiąt razy podczas jednego lotu, nazywany jest „vomit comet”, co można przetłumaczyć jako „wymiotolot”. Jedno jest pewne: takiego lotu nie zapomni się do końca życia.

– To było niesamowite. Lot w stanie nieważkości był naprawdę cudowny, a i etap zwiększonej grawitacji nie był dla mnie problemem. Mógłbym tak znowu i znowu. Kosmosie, nadchodzę! – stwierdził prof. Stephen Hawking po locie, podczas którego przebywał w stanie nieważkości łącznie przez 4 minuty. Brytyjski astrofizyk cierpi na stwardnienie zanikowe boczne, chorobę uniemożliwiającą mu samodzielne poruszanie się, tymczasem podczas lotu parabolicznego mógł po raz pierwszy od wielu lat uwolnić się choć na chwilę od wózka inwalidzkiego. Lot ten zorganizowała dla niego amerykańska firma Zero Gravity (właściciel samolotu G-FORCE ONE) po tym, jak wyznał podczas jednego z wywiadów, że marzy o podróży w kosmos.

Fazy lotu parabolicznego.
Fazy lotu parabolicznego.

Być może nawet bardziej znanym pasażerem samolotu ZERO G była supermodelka Kate Upton, która, lecąc „wymiotolotem”, reklamowała seksowne, a jakże, kostiumy kąpielowe podczas słynnej sesji zdjęciowej dla magazynu „Sports Illustrated Swimsuit”, zorganizowanej na pokładzie amerykańskiego samolotu G-FORCE ONE.

Jeśli chodzi o loty paraboliczne, to na mnie największe wrażenie zrobił film „Apollo 13”, w którym reżyserowi Ronowi Howardowi udało się naturalistycznie przedstawić nieważkość podczas podróży kosmicznej. Aby nakręcić wszystkie ujęcia załogi feralnego statku w przestrzeni pozaziemskiej, aktorzy i ekipa wznosili się i opadali ponad 600 razy! Wszystko odbywało się w połowie lat 90. na pokładzie należącego do NASA samolotu KC-135. W ten sposób w ciągu 13 dni zdjęciowych nakręcili 4 godziny materiału. To był kawał trudnej roboty: każda z sesji swobodnego lotu liczyła zaledwie 23 sekundy, a duble nie były mile widziane.

Na pomysł organizowania lotów parabolicznych wpadła NASA pod koniec lat 50. podczas treningu astronautów w ramach projektu Mercury, czyli pierwszego amerykańskiego programu kosmicznych lotów załogowych. Celem takich lotów było stwierdzenie, czy ludzka fizjologia poradzi sobie w warunkach nieważkości: czy astronauci będą mogli swobodnie przełykać i normalnie oddychać. Szybko okazało się, że taki trening jest wręcz niezbędny ludziom wybierającym się na orbitę i loty paraboliczne włączono do regularnych szkoleń załóg. Po zakończeniu zimnej wojny zaczęto wpuszczać na pokład również zwykłych ludzi chcących posmakować kosmicznych wrażeń.

Niektóre sceny do filmu "Apollo 13" były realizowane w trakcie lotu parabolicznego, by wiarygodnie oddać realia braku grawitacji.
Niektóre sceny do filmu “Apollo 13” były realizowane w trakcie lotu parabolicznego, by wiarygodnie oddać realia stanu nieważkości.

Teraz komercyjne loty paraboliczne można odbywać nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w Rosji i Francji. Ta ostatnia lokalizacja jest najłatwiej dostępna dla Polaków. Starty z lotniska w Bordeaux obsługiwane są przez francuską firmę Novespace, która w dużej mierze skupia się na lotach szkoleniowych dla Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). W minionej dekadzie kilku studentów z naszego kraju odbyło dzięki temu szkolenia w „wymiotolocie” w ramach programu edukacyjnego ESA. Teraz jednak agencja nie organizuje już niestety takich podróży, ale jeśli dysponujemy odpowiednią sumą (około 6000 euro, nie wliczając kosztów dojazdu do Francji), możemy się na lot paraboliczny załapać. Od kwietnia tego roku Novespace wznawia loty komercyjne, dysponując nowym samolotem Airbus A310 o nazwie ZERO G. Na kwiecień planowane są trzy loty, które obejmą łącznie 93 parabole – po 31 na każdy lot.

Jak sama nazwa wskazuje, lot paraboliczny składa się z wielu epizodów wznoszenia i opadania. W ZERO G wygląda to w ten sposób, że maszyna rozpoczyna gwałtowne wznoszenie z pułapu 6000 metrów, serwując przeciążenia sięgające 1,8 G, a więc niemal dwukrotnie przewyższające ziemskie ciążenie. Samolot mozolnie wdrapuje się na poziom 7500 metrów, osiągając kąt niemal 50 stopni względem horyzontu. Wtedy następuje lot swobodny – samolot jeszcze przez chwilę siłą rozpędu się wznosi, ale z poziomu 8500 metrów zaczyna opadać. To właśnie ten krótki moment wznoszenia się i opadania serwuje pasażerom nieważkość.

Kiedy samolot znajduje się ponownie na wysokości 7500 metrów, pilot wyrównuje poziom lotu, wbijając pasażerów w podłogę, aż maszyna powróci do punktu wyjścia, czyli 6000 metrów. I wszystko zaczyna się od nowa. Ci, którzy taki lot odbyli, mówią o towarzyszącej temu niepohamowanej radości, w ramach której poważni astronauci i naukowcy fikają koziołki jak dzieci na placu zabaw. U niektórych euforia przerywana jest niekiedy epizodami mdłości i wymiotów. Takie życie. Mimo to zaryzykowałabym, gdyby ktoś zechciałby mi taki lot zasponsorować ;-).

zero1
Kto ma ochotę zakosztować stanu nieważkości, może zwrócić się do firmy Novespace. Radzimy zabrać ze sobą plastikowe woreczki, chusteczki higieniczne i ok. 6 tys. euro. Oraz możliwie jak najmniej treści trawiennej w żołądku.

Ilustracja główna: prof. Stephen Hawking na pokładzie samolotu K-135 wykonującego lot paraboliczny (fot. Jim Campbell/Aero-News Network).

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Styl życia

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story