Granice nowoczesnych możliwości

Nowe przygody przykręcanej głowy

Jednym z moich ulubionych komiksów są „Zadziwiające przygody Przykręcanej Głowy” Mike’a Mignoli. Tę krótką historię możecie znaleźć w tomie Hellboya „Trzecie życzenie i inne opowieści”. Przykręcana Głowa, pozostając na służbie prezydenta Lincolna, walczy z niejakim Imperatorem Zombie, a pomaga mu w tym dwóch cennych przyjaciół: pan Pies i służący, Pan Pachwina. Temu ostatniemu zawdzięczam swojego nicka na Playstation Plus. Teraz wiecie, jak mnie tam znaleźć.

„Zadziwiające przygody…” zadziwiały doskonałymi dialogami, absurdalnym poczuciem humoru, a przede wszystkim zaskakującym pomysłem na głównego bohatera. Tytuł zdradza wszystko. Mamy do czynienia z głową trwale oddzieloną od konkretnego ciała, czyli obdarzoną bardzo szczególnym rodzajem wolności. Przykręcana Głowa przemieszcza się pomiędzy kolejnymi, mechanicznymi korpusikami, posiada również – jeśli dobrze pamiętam – zdolność wzbijania się do lotu. Nieszczęsny Imperator Zombie! Biedne jego potwory!

1

Komiks komiksem, a Wschód Wschodem – Rosjanin Władimir Spiridonow wygląda już dnia, w którym przeniosą mu głowę do nowego ciała. Stare trawi straszna choroba, zanik mięśniowy. Transplantacja jest jedyną szansą na ocalenie mu życia. Zadania podjął się włoski neurochirurg Sergio Canavero. Jak podaje Dorota Romanowska z polskiego „Newsweeka”, przygotowania do zabiegu potrwają dwa lata, angażując 150 lekarzy i pielęgniarek. Ta statystyka jest imponująca. 150 głów zajmie się jedną tylko głową, ktoś inny zaś w głowę się puka.

Uczeni rozmówcy „Newsweeka” mają całe przedsięwzięcie za niedorzeczne. Nie umiemy bowiem rekonstruować przerwanego rdzenia kręgowego (o czym boleśnie przekonali się ci, którzy skoczyli do mętnej wody na główkę). W tym kontekście, Sergio Canavero jawi się medycznym awanturnikiem łaknącym taniej sławy, kimś z tej samej bajki co Raelianie i ich sklonowany człowiek. Jednak ja go lubię. Doceniam odwagę. Lubię też Władimira Spiridonowa. Gdybym chorował na zanik mięśni, to uśmiawszy się z ironii sytuacji (po co te lata spędzone na siłowni?), natychmiast dałbym sobie ów łeb uciąć. Lepiej umrzeć szybko, niż powoli. Wolę nóż od obumierającego ciała. Poza tym, ułamek procenta nadziei zawsze jest jaką nadzieją. Pobyt w cudzym ciele musiałby być ciekawym doświadczeniem. Ciało wypożyczone, ciało wzięte w leasing – to jest fascynujące. Miałbym świadomość, że palec, którym gmeram w nosie, wcześniej dłubał w innym.

Być może Canavero ma rację. Idea przeszczepu głowy jest tak dziwaczna i absurdalna, że instynktownie uznajemy ją za nierealną. Podobnie było z lotem na Księżyc.

Canavero nie jest jedynym. Chińczycy kierowani przez profesora Xiao-Ping Rena przerobili już gryzonie i zabierają się za małpy. Niedługo przyjdzie czas na ludzi. Nic z tego miał nie będę, nawet poznawczo, gdyż nie rozróżniam Azjatów. Nie rozpoznam, czy głowa jednego Chińczyka przeskoczyła na korpus drugiego. Łagodni Amerykanie wybrali metodę małych kroków. Jimmy Boysen, programista po pięćdziesiątce, ma już nowy kawałek czaszki razem z owłosieniem. Przygotowania do zabiegu trwały cztery lata.

Udało się z owadami, już w latach dwudziestych zeszłego wieku. Umiemy – częściowo – odbudowywać zniszczony rdzeń kręgowy u szczurów. W historii nauki zapisał się również dwugłowy pies, sprokurowany, a jakże, w radzieckim laboratorium w latach pięćdziesiątych. Połączono dwa owczarki, małego z dużym. Jak zawsze w takich przypadkach, zawiodła natura. Głowy żarły się ze sobą tak długo, aż zdechły.

psy
Dwugłowy pies – efekt zabiegu chirurgicznego przeprowadzonego przez Rosjanina Władimira Demikowa.

Zresztą, głowa nie zawsze jest potrzebna. Siedemdziesiąt lat temu w Ameryce furorę zrobił Mike, kurczak pozbawiony tego cennego organu. Przeznaczony na obiad, przeżył ścięcie, ocaliwszy część mózgu. Mike żył jeszcze osiemnaście miesięcy, przynosząc właścicielowi dochód rzędu 5 tysięcy dolarów miesięcznie. Dziś należy tę kwotę przemnożyć przez 10. Mike zdechł przez niedopatrzenie, a teraz ma swój pomnik w Kolorado. Właściciel zrozpaczony stratą chwycił za siekierę i rozpoczął produkcję żywych kurczaków bez głowy, nie odnosząc sukcesu. Wyobrażona wizja tej masowej egzekucji, tego holocaustu drobiu dokonanego celem stworzenia następcy Mike’a, wydaje mi się jedyną w swoim rodzaju.

Uwieńczona sukcesem transplantacja głowy (i upowszechnienie się tej praktyki) doprowadzi do przemian, których nie umiem sobie wyobrazić. Jak dotąd, dekapitacja oznaczała śmierć. Więcej nawet, była tej śmierci gwarantem. Jeśli komuś urżnąłeś łeb, miałeś pewność że nie wstanie. Do tego dochodziły liczne implikacje symboliczne. Rozumiał je doskonale cesarz Septymiusz Sewer, który rozkazał obnosić głowę rywala do purpury pod murami Bizancjum. Oblegani bizantyjczycy zrozumieli, że nie ma dla nich już żadnej nadziei.

Będą i bardziej praktyczne implikacje. Bez trudu możemy sobie wyobrazić zepsutych bogaczy, którzy hodują swoje własne klony i uzyskują względną nieśmiertelność przesadzając swoje podłe głowy na coraz to nowe ciała. O takich rzeczach w latach trzydziestych pisano w pulpowych powieściach, a teraz proszę. Wróżę niejakie zamieszanie w środowisku bioetyków; konferencyjne bicie piany, z którego nic nie wyniknie. Pieniądz rozsądzi.

Plakat do film "Mózg, który nie chciał umrzeć" (1962)
Plakat do film “Mózg, który nie chciał umrzeć” (1962)

Pozwolę odlecieć swojej wyobraźni. Myślę o przykręcanych głowach, o łbach uwolnionych od ciężaru reszty ciała i możliwościach, które z tym się wiążą. Rozumiem już, jak wiele utraciłem, uprawiając sporty. Na co mi był basen? Po co tysiące ton stali przerzuconych na treningach? Jaki diabeł podkusił mnie, bym sięgnął po rękawice bokserskie, a nie strzykawkę z heroiną? Mogłem spędzić parę dekad odurzony czym tylko się da. Następnie kupiłbym ciało jakiegoś biegacza czy innego mistrza fitnessu, ewentualnie usportowił swojego własnego klona, zadzwonił po doktora Canavero i cieszył się na powrót dobrym zdrowiem. Mógłbym łatwo wrócić do dzieciństwa. Zabawiłbym się w transgresję płci. Wyobrażam sobie mój łeb, z tym wielkim nosem, diastemą i wałami nadoczodołowymi, kołyszący się na wiotkiej szyi modelki i wyję ze zgrozy.

Zresztą, nie tylko głowa jest w grze. Naukowcy z Cleveland opracowali medykament umożliwiający błyskawiczną regenerację kilku organów, w tym istotnej dla mnie wątroby. Z kolei Austriacy wymyślili protezę nogi przekazującą impulsy do systemu nerwowego. Innymi słowy, jej właściciel czuje. po czym akurat stąpa. Czytam o tym wszystkim i uśmiecham się do siebie. Świat niekoniecznie musi zmierzać w złym kierunku, czyż nie? Rozbiegają się ścieżki medycyny. Ja jednak nie mam do tego głowy.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Rozrywka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story