Pieski, kotki, smakowite potrawy, ciążowe zdjęcia z USG, widok plaży ze stopami fotografa w kadrze i najbardziej wśród nich irytujące – selfie. Zdjęcia robione samym sobie zrobiły błyskawiczną karierę w sieciach społecznościowych, czego ukoronowaniem jest uznanie „selfie” przez Oxford English Dictionary za słowo roku 2013. Co prawda słownik Merriam-Webster oponował, twierdząc, że internauci w 2013 roku najczęściej wyszukiwali słowo „science”, ale kto by się skupiał na takich drobiazgach…

Miliony selfies na widoku publicznym

Fot. kill - hhhhhhh, CC BY 2.0
Fot. kill – hhhhhhh, CC BY 2.0.

Hashtag „selfie” po raz pierwszy pojawił się na Instagramie 16 stycznia 2011 roku, a – jak podaje firma analityczna Unmetric – do lutego 2014 roku przez serwis ten przewinęły się 73 miliony selfies. Na Facebooku mogło tego być znacznie więcej. Pokuszę się o stwierdzenie, że KAŻDY, kto ma smartfona, zrobił nim kiedyś sobie zdjęcie. Dlaczego? Bo to niezwykle proste, często zabawne, a niekiedy pozostaje jedynym sposobem udokumentowania naszej obecności w jakimś miejscu. Ja też skorzystałam z dobrodziejstw selfie wielokrotnie, m.in. samotnie zwiedzając Bergen czy Dubaj. No bo jak to: pojechać w TAKIE miejsce i nie zrobić tam sobie zdjęcia?! Oczywiście z obowiązkowo wydętymi w dzióbek ustami ;-).

Pierwsza rzecz, jaką robisz po katastrofie samolotu?…

Na stacji metra Hampstead w Londynie. Fot. Chris Sampson, CC BY 2.0,
Na stacji metra Hampstead w Londynie. Fot. Chris Sampson, CC BY 2.0.

Gdyby na tym kariera selfie się zatrzymała, właściwie nie byłoby o czym mówić. Jednak moda na robienie sobie zdjęć z ręki nosi już znamiona obsesji. Coraz bardziej wymagający drugi plan skłania ludzi do pozowania na tle atakujących dzikich zwierząt czy budynków zajętych pożarem. Kolekcja ekstremalnych samoróbek (zwanych też w polskim internecie – przepraszam za dosłowność – „samojebkami”) jest naprawdę imponująca, zaś skrajnym przypadkiem jest zdjęcie z rozbitym samolotem w tle, które zrobił sobie w styczniu 2014 roku dryfujący po oceanie w kamizelce ratunkowej Ferdinand Puentes zaraz po awaryjnym wodowaniu maszyny

Ferdinand Puentes po awaryjnym wodowaniu samolotu.
Ferdinand Puentes po awaryjnym wodowaniu samolotu.

Firma Unmetric wytypowała na Instagramie 120 tys. fotografii z pięciu miast: Nowego Jorku, Sao Paulo, Berlina, Bangkoku i Moskwy, które dokładnie zanalizowała pod kątem płci, wieku i zachowania modela. Około 4 proc. z nich stanowiły selfie.

Kobiety lubią to bardziej

Okazało się, zresztą bez zaskoczenia, że ten typ zdjęć częściej robią sobie kobiety niż mężczyźni. Do skrajnych przypadków należy Moskwa, gdzie ponad 80 proc. selfies była wykonana przez panie. Zresztą w tym mieście na samodzielnie robionych zdjęciach najrzadziej gościł uśmiech. Średnia wieku kobiet własnoręcznie się fotografujących to ponad 23 lata, choć im dalej na wschód, tym ta średnia jest niższa. I tak w Bangkoku panie na własnoręcznie wykonanych portretach miały około 21 lat, zaś w znajdującym się na drugim biegunie Nowym Jorku – ponad 25 lat. Co ciekawe, mężczyźni publikujący na Instagramie selfies są zazwyczaj po trzydziestce.

Japoński astronauta Aki Hoshide na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Fot. arch. NASA.
Japoński astronauta Aki Hoshide na zewnątrz Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Fot. arch. NASA.

Szykując dobre ujęcie, kobiety przyjmują bardziej wymyślne pozy niż panowie. Autorzy badania pokusili się nawet o to, by zmierzyć kąt nachylenia głów względem osi ciała i wyszło na to, że panie w Sao Paulo przekrzywiają je najbardziej spośród modelek ze wszystkich analizowanych miast.

Prosta droga do wpadnięcia w depresję

W komentarzach eksperckich dotyczących tych statystyk znalazło się określenie „masturbacja własnym obrazem”, co chyba dobrze oddaje tendencje w fotografowaniu siebie. O tym, jak jest trafne, może świadczyć przypadek brytyjskiego nastolatka Danny’ego Bowmana, który bardzo pragnął zostać modelem i postanowił zrobić sobie selfie idealne. Wrzucając te fotografie na Facebooka, spotkał się jednak z krytycznymi komentarzami na temat swojego ciała. Odchudzał się więc intensywnie i, pragnąc pochwał, wciąż zalewał sieć dziesiątkami, a nawet setkami własnych portretów dziennie. W końcu próbował popełnić samobójstwo. Okazało się, że cierpiał na dysmorfofobię – zaburzenie psychiczne, które polega na nieakceptacji własnego wyglądu, głównie twarzy lub jednej z części ciała.

Yuliya Libkina, CC BY 2.0.
Yuliya Libkina, Londyn. CC BY 2.0.

Wbrew pozorom nie jest to tak bardzo oderwany od rzeczywistości problem, jak by się wydawało w pierwszej chwil. Potrzeba akceptacji w sieciach społecznościowych wzmacniana jest przez porównywanie się do innych: czy mają więcej „lajków”, czy lepiej wychodzą na zdjęciach… Tę właśnie tendencję potwierdziły badania przeprowadzone wśród niemal 900 studentek amerykańskich college’ów przez naukowców z University of Strathclyde, Ohio University oraz University of Iowa. Wynika z nich, że zbyt długie wpatrywanie się w zdjęcia przyjaciółek na Facebooku może doprowadzić dziewczyny do zaburzeń obrazu własnego ciała. A „selfie”, jak wiadomo, starannie idealizują obraz fotografującej się osoby i dlatego są tak groźne. Jako zdjęcia osób znajomych wywierają znacznie większy wpływ na oglądających niż fotografie celebrytów, a do tego bywalczynie Facebooka porównują się z nimi zazwyczaj na swoją niekorzyść. I stąd całe nieszczęście.

Małpa robi sobie zdjęcie

Zdjęcie główne to selfie zrobione przez samicę makaka, która dopadła aparat brytyjskiego fotografa przyrody Davida Slatera podczas jego pobytu w Indonezji w 2011 roku. Niedawno, po publikacji zdjęcia małpy w Wikimedia Commons, rozgorzał spór o to, do kogo należą prawa autorskie: do fotografa, czy do małpy – a może do nikogo.

Wondercon 2014. Fot. Mooshuu, CC BY-SA 2.0.
Wondercon 2014. Fot. Mooshuu, CC BY-SA 2.0.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Rozrywka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story