Granice nowoczesnych możliwości

Projekcje 3D jednak mają przyszłość

Szymon Adamus Writer

Obraz trójwymiarowy w kinie to nic nowego. W ciągu ostatnich stu lat widzieliśmy cztery duże skoki zainteresowania tego typu projekcją. W latach 20. ubiegłego wieku pojawiło się kilka filmów stereoskopowych oglądanych przez dwukolorowe szkła okularów anaglifowych. Technologia powróciła w zmodyfikowanej formie w latach 50. Gdy Joseph McCarthy szukał komunistów, a telewizja przyciągała przed ekrany coraz więcej widzów, kina szukały sposobu na wrócenie do łask swoich klientów. Trójwymiar pomagał w tym przez około dziesięciu lat, ale dość szybko odszedł w cień. Technologia nie była idealna. Powodowała bóle i zawroty głowy.

Stereoskopia wróciła do kin w latach 70. i 80. Zaczęto wykorzystywać podwójne projektory 70 mm, a w 1986 pojawił się film 3D Transitions stworzony dla kin IMAX. Była to pierwsza produkcja 3D IMAX w pełnym kolorze. Niestety, wady obrazu trójwymiarowego z przeszłości nie zniknęły i po roku 1986 3D znów było martwe.

Ta nowinka nie chce jednak zejść na stałe do grobu. Przez kolejne lata 3D pojawiało się głównie w kinach IMAX. Na początku XXI wieku sytuacja się zmieniła. Coraz więcej kin korzystało z projektorów cyfrowych i mogło w łatwiejszy sposób wyświetlać 3D. Pojawiły się też doskonalsze okulary polaryzacyjne, które mniej męczyły wzrok. Na srebrnych ekranach pojawiły się zwykłe filmy pełnometrażowe. Ekspres polarny, Beowulf, Harry Potter

W roku 2008, rok przed premierą Avatara, widać było już wyraźnie, że trend powraca. Po monstrualnym sukcesie finansowym filmu SF Jamesa Camerona, do pociągu z napisem 3D chciał wsiąść już każdy. W ciągu zaledwie kilku lat kina zrobiły gigantyczny krok do przodu. Trzeci wymiar nagle stał się dostępny wszędzie.

avatar_pandora_background_by_pimperius-d3hl96j
Avatar

Co więcej, pojawiła się też rewolucja domowa. Producenci telewizorów zrozumieli, że to nowinka, o której będzie głośno i zaczęli bardzo szybko wprowadzać ją do swoich odbiorników. Tym bardziej że wreszcie technologia pozwoliła na zaoferowanie efektu głębi znakomitej jakości w warunkach pokojowych. 3D pojawiało się już wcześniej w naszych domach, ale nigdy w takiej formie jak teraz. Rozdzielczość Full HD, niewielkie, dość wygodne okulary, Blu-ray 3D, lepsza technologia polaryzacyjna i migawkowa sprawiły, że domowe 3D było i nadal często jest lepszej jakości niż kinowe. W multipleksach też nastąpił duży postęp. Pojawiły się projektory o wyższej rozdzielczości i jasności, a także coraz więcej filmów kręconych od początku z myślą o 3D. Świat zalała rzeka projekcji 3D.

Potem się tym znudziliśmy.

Bardzo szybko okazało się, że “skok na kasę”, na jaki skusiło się wielu twórców filmowych, był pomyłką. Przynajmniej na dłuższą metę. Wszyscy chcieli powtórzyć sukces Avatara, ale mało kto się do tego celu zbliżył. W domach sytuacja była lepsza, bo efekt 3D można było regulować. Tutaj problemem okazały się jednak ceny sprzętu i filmów. Blu-ray 3D był i nadal jest drogi.

Z czasem szał na punkcie projekcji 3D ucichł. Obecnie praktycznie żaden producent telewizorów nie wspomina zbyt głośno o tej funkcji. Premiery nowych filmów w trójwymiarze na nikim nie robią już wrażenia. Nie widać też znaczącego rozwoju technologii.

Jednak może to tylko pozory? 3D wydaje się martwe, ale wszystko zależy od tego, na jakich zasadach postawimy diagnozę. Jeśli pod uwagę weźmiemy tylko medialny szum, to owszem – 3D jest po raz kolejny martwe. Sęk w tym, że oznaki życia widać w penetracji rynku i popularyzacji. Trzeci wymiar nadal się sprzedaje i jest dostępny łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej.

W kinach 3D stało się praktycznie standardem. Na liście dziesięciu najlepiej zarabiających filmów roku 2014 w USA znalazł się tylko jeden film, który nie był dostępny w wersji 3D (Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1). Oczywiście dostępność w kinach, a przychody, to dwie osobne kwestie. Popularność 3D w kinach maleje, jednak póki co, nieznacznie. Według danych BFI, Rentrak  w Wielkiej Brytanii filmy 3D stanowiły następujący procent przychodów w danym roku:

2009 – 16%
2010 – 24%
2011 – 20%
2012 – 18%
2013 – 18%

Spadek widać, ale póki co nie kolosalny. O wiele bardziej niepokojące (dla fanów trzech wymiarów) jest malejące zainteresowanie widzów, którzy mając wybór, na 3D decydują się rzadziej niż pięć lat temu (71% w 2010 i 37% w 2013).

avatar-tree-of-voices
Avatar

Jednak mimo to w zeszłym roku zobaczyliśmy w kinach kilkadziesiąt filmów w wersji 3D, a w zapowiedziach na rok 2015 już pojawiło się ich kilkanaście. Trójwymiar żyje, ale spowszedniał. Dobrym przykładem są tu telewizory. Ich producenci nie widzą już zysku w promowaniu 3D, bo szał na punkcie tej nowinki minął. Ale technologia jest szeroko dostępna. Obecnie trudniej jest kupić nowy telewizor bez 3D niż z 3D. Ta funkcja bardzo szybko stała się obowiązkowym wyposażeniem nowoczesnego Smart TV. Ilu z nas korzysta z niej po rozstawieniu sprzętu, to zupełnie inna kwestia.

Co przyniesie przyszłość? Bardzo możliwe, że kolejną, tymczasową śmierć trzeciego wymiaru. Nie pierwszy raz stereoskopia może zejść w cień. Nie ma jednak najmniejszych szans na to, by umarła całkowicie. Kina nadal będą wyświetlały takie filmy, jeśli nie masowo, to jako ciekawostkę. Na horyzoncie widać też rewolucję rzeczywistości wirtualnej, w której trzeci wymiar sprawdza się rewelacyjnie.

Na udoskonalenie czeka też technologia. Szczególnie w kwestii okularów. Jeśli udałoby się nam je wyeliminować i stworzyć wyświetlacze autostereoskopowe o jakości porównywalnej z tym, co obecnie widzimy przez szkła okularów, to obraz 3D nabrałby zupełnie nowej, praktycznej świeżości. Wyobraźmy sobie świat, w którym każdy ekran, czy to w domu, kinie czy na wystawie sklepowej, wyświetla obraz 3D widziany gołym okiem. To interesująca i bardzo prawdopodobna wizja.

Kieszonkowa konsola do gier wideo Nintendo 3DS wykorzystuje ekran autostereosokopowy - wyświetlający obraz trójwymiarowy widoczny gołym okiem - już od roku 2011.
Kieszonkowa konsola do gier wideo Nintendo 3DS wykorzystuje ekran autostereosokopowy – wyświetlający obraz trójwymiarowy widoczny gołym okiem – już od roku 2011.

Obecnie pewne jest tylko to, że nie ma na tym świecie technologii bardziej żywotnej niż 3D. Wszelkie przypuszczenia o jej bezpowrotnym zgonie nie mają żadnego poparcia w historii. Wręcz przeciwnie, 3D jest żywe, nawet wtedy, gdy jest martwe. Istne technologiczne zombie.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Rozrywka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story