Game On!

Roboty pod poduchy

W dawnych czasach wszystko było lepsze i łatwiejsze. W tym: kupno zabawki dzieciakowi. Dawałeś takiemu patyk i szyszkę, a on rzucał ci się ze łzami w oczach na szyję, wdzięczny za sprezentowanie mu najnowszej gry zręcznościowej. Przynajmniej tak to sobie wyobrażamy. Dziś, kiedy przeklęte berbecie mają już dosłownie wszystko, od liczonych na tony pluszaków po kopce lalek i figurek superbohaterów, tak łatwo już nie jest. Ale od czego dzisiejsza technologia? Proponujemy Ci nasz wybór ciekawych, nowoczesnych, a często – zdumiewająco mądrych zabawek dla maluchów w różnym wieku. I przypominamy – to nie są prezenty dla Ciebie, daj się nimi pobawić choć przez chwilę dziecku.

Dla nastolatka: Nano-Falcon, 40 dolarów

nano_copter

O tym właśnie mówiliśmy – dajesz Nano Falcona swojemu siostrzeńcowi na Boże Narodzenie, a nim się obejrzysz chłopak krzyczy: „Wujku, czy ty i tata możecie w końcu dać mi się pobawić? Minęły trzy godziny, a ani razu nie miałem w rękach kontrolera!”. Nie ma się jednak co dziwić, każdy chciałby się pobawić prawdopodobnie najmniejszym zdalnie sterowanym śmigłowcem świata. Waży toto 11 g i mierzy ledwie 65 mm, a daje tak wiele możliwości: irytowanie psa, płatanie głupich dowcipów przy rodzinnym stole („Dziadku, czy coś wleciało ci do filiżanki herbaty, czy mi się zdaje?”), wyprawa na żyrandol. Minusem jest niewielki zasięg Nano-Falcona – pięć metrów, konieczność stosowanie go tylko w pomieszczeniach i czas działania, baterie wystarczają na 5 minut nieprzerwanego lotu.

Dla dzieci w wieku 3-7 lat: Primo, 170 funtów

primo

W latach 70. wybitny pedagog, matematyk i informatyk Seymour Papert wynalazł język programowania Logo, przeznaczony dla dzieci. W skrócie: chodziło o wydawanie poleceń tzw. żółwikowi, który rysował swój tor ruchu na ekranie. Tamten koncept posłużył Matteo Loglii i Filippo Yacobiemu, założycielom firmy Primo.io do skonstruowania gry, która nauczy podstaw programowania dzieci od lat 3 do 7, co oznacza, że maluchy mogą uczyć się programowania, zanim nauczą się pisać. Zasada gry przypomina wspomniane Logo o tyle, że tu też mamy małego, sterowanego zdalnie robota, o imieniu Cubetto. Cubetto zgubił się i nie wie, biedaczyna, jak wrócić do domu. Ma mu w tym pomóc mały programista, który ma do dyspozycji panel sterowania z różnokolorowymi klockami oznaczającymi proste komendy: przód, lewo, prawo, funkcja. Rzecz jest nie tylko mądra, ale i estetyczna, skandynawscy designerzy z pewnością przyklasnęliby prostemu wzornictwu i nienachalnej kolorystyce. „Nie ma nic złego w poznawaniu od razu świata cyfrowego, ale to mniejsza frajda, a skoro tak, to dzieci nie przyswajają pewnych rzeczy i nie uczą się logiki tak chętnie. (…) Na ekrany dzieci będą jeszcze miały czas”, mówią pomysłodawcy. Primo kosztuje niemało, ale potencjalne korzyści z jego użytkowania wydają się to rekompensować.

Dla wszystkich powyżej 8 lat: Supertoy Teddy, 60 dolarów

Pluszowy miś to poważna sprawa i warto o tym pamiętać. Pluszaki stają się niekiedy najlepszymi przyjaciółmi i powiernikami maluchów, z tej prostej przyczyny, że potrafią słuchać jak nikt inny. Po co więc obdarzać misia narządem mowy? Angielska firma Supertoy Robotics, która zbudowała Supertoy Teddy’ego dzięki pieniądzom zebranym na Kickstarterze, twierdzi, że ich miś jest spełnieniem snów każdego dziecka. Teddy nie tylko słucha, ale i odpowiada na pytania w 30 językach – także po polsku – ruszając przy tym ustami (czy też pyszczkiem), a wkrótce będzie mógł widzieć, za sprawą małych kamer wbudowanych w oczy. Jak to działa? Supertoy Teddy funkcjonuje za sprawą smartfona, który wkłada się w jego plecy. Wcześniej należy ściągnąć aplikację, której bazą jest chatbot Jeannie. Podłączony do Teddy prowadzi całkiem płyną konwersację, choć do zabawki ze Spielbergowskiej „AI” mu daleko.

supertoy_teddy

Dodatkowo firma sprzedaje gotowe kostiumy, jak choćby kowboja, dzięki któremu misiek na hasło: „Ted, bądź kowbojem!”, wtrąca do dyskusji powiedzonka typowe dla Dzikiego Zachodu. Jeśli czytając to wszystko, zaczynasz przypominać sobie sprośnego Teda z filmu Setha McFarlene’a, nie jesteś daleki od prawdy. Teddy firmy Supertoys ma trzy wersje osobowości: dostosowaną do dziecka, do nastolatka i do osoby dorosłej. W tej ostatniej maskotka staje się dość pyskata, lepiej zatem nie pomylić software’u.

Dla nastolatków: Sphero 2.0, 549 zł

sphero

Wynalazek koła nie był podobno doniosłym wydarzeniem, jako że niektóre cywilizacje radziły sobie bez niego znakomicie. Ale kula – to co innego. Na dodatek Sphero 2.0 to kula (a właściwie: kulka, bo jest niewiele większa od piłeczki tenisowej) wymyślona na nowo. Sphero 2.0 świeci, można nią sterować za pomocą swojego smartfona, a także… zaraz, zaraz, pytasz, po co właściwie komukolwiek kulka?

Już wyjaśniamy. Sphero 2.0 to nie jakaś tam kulka, to kulka robotyczna. Co oznacza, że możesz sterować jej turlaniem. Kulka może uciekać przed, lub gonić za kotem, zrobić rekonesans mało dostępnych miejsc za szafą. A może urządzić wyścigi dwóch Sphero po torze przeszkód? Sam kombinuj.

Sphero jest mobilna za sprawą umieszczonych w środku małych kółek, które działają dokładnie tak, jak chomik na bieżni, oraz żyroskopu i akcelerometru łączących się z tabletem lub smartfonem. Gdyby wspomniane wcześniej zastosowania nie robiły na Tobie wrażenia, to wiedz, że z tą kulką możesz nawet popływać, Sphero 2.0 jest wodoodporna.

Materiał to literalnie mocna strona tej konstrukcji. Zdaniem twórców upadek zabawki z niemal ośmiu metrów nie czyni jej krzywdy. Dla wciąż nieprzekonanych, Sphero 2.0 jest także wygodnym kontrolerem do gier, dzięki fanowskim aplikacjom tworzy muzykę i spodobała się prezydentowi Obamie. Prawda, że zmyślna to kulka?

Dla dziewczynki powyżej 6. roku życia: Roominate, od 30 dolarów

roominate

Jednym z hitów zabawkarskiego rynku są ostatnio świecące diodami LED ciuszki dla Barbie. Czy oznacza to, że jeśli małe dziewczynki mają mieć kontakt z nowymi technologiami, to jedynie w ten płytki sposób? Na szczęście nie. Inżynierki Alice Brookes i Bettina Chen z Uniwersytetu Stanforda stwierdziły, że nic dziwnego, iż tak mało dziewczyn garnie się na studia techniczne (na świecie ledwie 14 procent inżynierów to kobiety). W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci, a dziewczynki, nie tylko w USA, nasiąkają zazwyczaj właśnie Barbie. One same miały więcej szczęścia – w dzieciństwie Bettina najbardziej kochała budować ze swoimi braćmi statki kosmiczne z klocków Lego, a Alice dorastała w warsztacie swojego ojca. Kiedy w wieku ośmiu lat poprosiła tatę o Barbie, ten dał jej w zamian piłę. Mała Alice zbudowała więc sobie lalkę sama, z drewna i gwoździ. Roominate, zabawka, którą stworzyły Brookes i Chen, nie ma w zestawie gwoździ i piły, ale ma wszelkie niezbędne narzędzia, by uczyć kreatywności, budowania obwodów i rozwiązywania problemów. I to w bardzo dziewczęcy sposób. Zestawy Roominate pozwalają na budowę dowolnych struktur, na przykład stajni, która będzie miała zasilany prądem z baterii wiatrak na dachu, albo oświecanego diodami domku na kółkach. A wtedy niech już w nim sobie mieszkają lalki.

Dla dziewczynki od 4. roku życia: GoldieBlox, od 23 dolarów

To druga z propozycji dla dziewczynek, które nie chcą być wepchnięte w stereotyp. Bohaterka zestawów GoldieBox to mała złotowłosa łobuziara, właścicielka psiaka wabiącego się Nacho. Taką postać niejedna korporacja użyłaby w reklamach do sprzedaży szamponów dla nastolatek, ale Debbie Sterling, prezesce firmy GoldieBlox, ani to w głowie. Goldie ma przed sobą wyzwania ważniejsze niż dobór pomadki przed randką. Musi na przykład zbudować machinę, dzięki której Nacho w końcu się wykąpie, a dodajmy, że za wodą nie przepada. Do dyspozycji Goldie są ośki, kółka, rozpórki i piłka. Innym problemem jest skonstruowanie maszyny, której zdanie jest pomóc Nacho w pościgu za swym ogonem. Naszym ulubionym zestawem jest Float Parade, gdzie przyjaciółki Goldie Ruby i Katinka biorą udział w konkursie piękności. Celem gry nie jest jednak zdobycie korony, a wspólne zbudowanie platformy, która wozić będzie zwyciężczynię na miejskiej paradzie.

goldie_blox

Dla dzieci powyżej 8. roku życia: MOSS, od 150 dolarów

W PRL-u marzeniem każdego chłopaka był zestaw „Młody konstruktor”, rodzima odpowiedź na słynne angielskie produkty Meccano. „Młody konstruktor” składał się dziurkowanych blaszanych listewek, wsporników, kółek i sprężynek, z których w założeniu można było skonstruować tramwaj czy drabinę strażacką, a w rzeczywistości można było głównie pokaleczyć palce, zgubić śrubki i dostać nerwicy od ciągłego prostowania byle jak wykonanych listewek. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby PRL wciąż istniał i polscy twórcy zabawek postanowili dać opór imperialistycznej firmie Modular Robotics, wykonując podróbki jej zestawów MOSS.

moss-robot

MOSS-y to roboty, które może złożyć dosłownie każdy. Ich budulcem są tzw. cubelets, czyli kostki z wbudowanym małym komputerem. Cubelets łączą się ze sobą jak klocki, za pomocą malutkich metalowych kulek. Każda kostka ma inną funkcję. Jedne mają wbudowany sensor światła, inne reagują na temperaturę, jeszcze inne – badają odległość od innych obiektów albo wydają dźwięk. Zestawiając je razem można stworzyć robocika MOSS na kółkach, który będzie uciekał przed silnym źródłem światła, robota-żurawia, podnoszącego małe przedmioty, albo takiego, który będzie piszczał zbliżając się do lodówki. „Sky is the limit”, jak to mawiają Amerykanie. MOSS-y mogą być sterowane przez Bluetooth, producent zapewnia dodatkowe aplikacje, dzięki któremu roboty mogą np. rysować, a co niezwykle ważne: trudno sobie nimi zrobić krzywdę.

Dla wszystkich powyżej 14. roku życia: Little Bits, od 100 dolarów

Mamy szaloną propozycję: niech każde polskie technikum elektryczne wyrzuci z programu nauczania na pierwszym roku całą teorię. Zamiast nauki reguły prawej dłoni i wkuwania definicji elektronu niech młodzi ludzie siądą do zestawów Little Bits i wspólnie coś stworzą. Zgodnie z przesłaniem producentów, których hasło brzmi „Zrób coś, co coś robi!”. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że uczniowie na takiej zamianie wyszliby znakomicie. Zwłaszcza, że zestawy Little Bits dają dosłownie nieograniczone możliwości.

littlebits

To zestawy łączonych na magnesy mini-modułów: potencjometrów, mikrofonów, diod, wtyczek, modułów NAND i NOR, czujników ciśnienia, włączników itd. Wiedza potrzebna do konstruowania = zero. Wielką zaletą Little Bits jest stworzona wokół produktu sieć szkół i twórców-amatorów, którzy służą radą i dzielą się swoimi dokonaniami. Wśród tych ostatnich są rzeczy tak intrygujące, jak urządzenie do mieszania herbaty, urządzenie wysyłające SMS-a z przypomnieniem o zabraniu z domu parasolki (jeśli pada) i wiatrak z paprotki. Tak, dobrze przeczytaliście, jakiś ośmiolatek zrobił wiatrak z paprotki. Czyż to nie imponujące? Niech więc pani minister edukacji przemyśli naszą propozycję, zwłaszcza, że firma oferuje zniżki dla szkół.

https://www.youtube.com/watch?v=wDa3dOERxvA&feature=player_profilepage

 

 

 

 

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Rozrywka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story