Granice nowoczesnych możliwości

Smartfon zamiast smyczka

Nie znamy odpowiednich statystyk, ale idziemy o zakład, że grupą zawodową najczęściej chorującą na depresję są muzycy. A przynajmniej tak być powinno, biorąc pod uwagę, w jakiej znajdują się sytuacji. Nie dość, że balkon tym różni się dziś od muzyka tym, że ten pierwszy jest w stanie utrzymać trzyosobową rodzinę, nie dość, że wszystko wokół nich wciąż umiera („Rock umarł”, „Hip-hop umarł”, „Jazz umarł” – głoszą co rusz kasandryczne nagłówki w prasie muzycznej i tylko disco-polo jest jak Łazarz), to jeszcze trzeba wysilać się na nowość, tę zarazę współczesnej estetyki.

Jest dla nich jednak nadzieja. Zamiast łykać niezdrowe antydepresanty lub silić się na wymyślanie nowatorskich harmonii i linii melodycznych można zainwestować nieco grosza w nowatorski instrument. Każda taka lokata ma dwie ważne zalety: może pozwolić na otwarcie nowych horyzontów muzycznych, a jeśli nie – będzie znakomicie wyglądać na scenie. Istnieje też uzasadnione podejrzenie – ale o tym cicho, sza! – że odbiorca zachwycony nieznanym urządzeniem nie zauważy, jakim beztalenciem jest obsługujący je artysta.

W przypadku Artiphon Instrument 1 wszystkie trzy wspomniane korzyści widoczne są jak na dłoni. Instrument 1 brzmi jak… właściwie… trudno powiedzieć. Brzmi jak niemal wszystko. Pozwólcie, że Wam to wyjaśnimy. Wynalazca tego cudeńka, dr Mike Butera stwierdził, że ma dość zasady: jeden instrument – jedno brzmienie. Jego Instrument 1 może być albo skrzypcami (za smyczek może służyć smartfon), albo gitarą, perkusją, wiolonczelą, banjo, syntezatorem. Ba! Jeśli podłączyć to cudeńko do tabletu lub smartfona i użyć dedykowanej aplikacji, Artiphon może wydawać dźwięki, które nie podpadają pod żadną kategorię instrumentologiczną. „To trochę tak, jak myślimy dziś o telefonach”, tłumaczy dr Butera, „Dopiero w drugiej kolejności są telefonami, w pierwszej te urządzenia są tym, czym chcesz, by były w danej chwili”.

Jeśli wydaje się to Wam enigmatyczne, poniższy filmik wyjaśnia niemal wszystko. Nam do gustu najbardziej przypadła funkcja „dwa różne dźwięki symultanicznie na jednej strunie”.
https://www.youtube.com/watch?v=K_l8VWztGiU

Instrument o nazwie Ototo Dyssonance zasługuje na uwagę choćby ze względu na nazwę, ale bądźmy uczciwi: to wynalazek, który największego muzycznego ofermę zmieni w następnego Bacha. No dobrze, może leciutko przesadzamy. Ale fakt faktem: w XXI wieku każda dowolna sekwencja dźwięków może być uznana za kompozycję, czemu więc nie skorzystać z maszyny, która komponowanie czyni prostszym niż konsumpcja smażonej kaszanki. Podstawą Dyssonance’u jest zestaw Ototo – mikrokontroler z dwunastoma klawiszami, który wyciśnie muzykę z wszystkiego. Podłączasz to to Ototo (przepraszamy za niezamierzony dowcip językowy) do czegokolwiek, co przewodzi prąd i gra muzyka. Dosłownie.

Koncept amplifikowania dowolnych przedmiotów nie jest specjalnie nowy, wie o tym każdy, kto słuchał np. Vienna Vegetable Orchestra, ale w rękach Aleksandry Theunissen, studentki Royal College of Art Ototo stał się genialnym sposobem nauczania zasad muzyki. Theunissen i jej kolega Guillaume Germain podłączyli Ototo do czegoś na kształt cyfrowej pięciolinii, a właściwie: dwunastolinii, po której – niczym batuta dyrygenta – wędruje metalowy pręt. Kiedy mija kolorowe tabliczki, Dyssonance wydaje dźwięk. Najciekawsze w tym wszystkim jest, że para wynalazców wspaniale intuicyjnie opisała zależność między wyglądem, a brzmieniem tabliczek. Wartość rytmiczna zależy od ich kształtu (kwadraty to ćwierćnuty, półnuty to prostokąty), wysokość dźwięku – od koloru (te w błękitnym grają w C, fioletowe – już w B).

Reszta jest milcze… muzyką.

Bardzo ciekawie prezentuje się oryginalny instrument – a właściwie wirtualny zestaw instrumentów – Kagura opracowany przez Shunsuke Nakamurę. Wynalazca dzięki Kagurze zdobył w ubiegłym roku główną nagrodę w konkursie Intel’s Perceptual Challenge na najlepsze wykorzystanie technologii znanej dziś jako Intel RealSense. Dzięki rozpoznającej trójwymiarową przestrzeń kamerze RealSense Shunsuke Nakamura  gra na Kagurze, wykonując w powietrzu gesty dłońmi – tak jakby rzeczywiście uderzał nimi w instrumenty perkusyjne. Efekt jest, jak widać i słychać poniżej, intrygujący. Dzięki RealSense Nakamura brzmi czasami jak cała orkiestra.

„Dobrze, dobrze”, powiedzą doświadczeni artyści, „Ale co, jeśli szukam czegoś więcej, niż efektownej zabawki, czegoś, co naprawdę pozwoli wykorzystać moje umiejętności”. Mamy odpowiedź. Brzmi ona: LinnStrument. A właściwie, to brzmi tak:

Zastanawiacie się, co to za dziwadło ma pod palcami muzyka? W zasadzie to nie instrument. To alternatywa dla klawiatury MIDI. Jej twórcą jest Roger Linn. Może niektórzy z Was go kojarzą. „Pamiętacie, jak we wczesnych latach 80. muzyka pop zapełniła się automatami perkusyjnymi i w konsekwencji zatraciła całą duszę? Cóż, to moja wina”, jak mówi sam konstruktor.

Linn doszedł do wniosku, że standardowe kontrolery MIDI dają zbyt mało możliwości i wymyślił ich odpowiednik. Podzielony na 200 kwadratów LinnStrument trzeba raczej traktować jak gitarę z ośmioma strunami niż fortepian (instrument można stroić też jak skrzypce lub wiolonczelę). Cały jego urok w tym, że „rozumie” więcej gestów dłoni. Nie tylko wie, kiedy grać głośniej lub ciszej, w zależności od siły nacisku palca (czyli efekt tremolo). Jeśli poruszymy delikatnie palcem po kwadraciku w lewo i prawo – zmieni się wysokość dźwięku (wibrato). Mały ruch w górę i dół i mamy zmianę barwy dźwięku.

Dla muzycznych dyletantów – tak demonstruje to sam wynalazca:

LinnStrument ma dwie wady. Sporo kosztuje. Ceny wahają się od 1,5 tys. do 2 tys. dolarów. I, używając eufemizmu, nie rzuca na kolana, jeśli chodzi o wygląd, zwłaszcza w porównaniu z Artiphonem.

linnstrument-note-names

Ale inwestycja w któryś z wymienionych instrumentów może być koniecznością, bo jeśli muzycy nie zaczną używać nowej technologii, nowa technologia sama wygryzie ich z rynku.

Nie wierzycie? Proszę bardzo, roboty grają „Ace of Spades”. Lemmy, bój się!

Ilustracja główna: Shunsuke Nakamura gra na wykorzystującym technologię Intel RealSense instrumencie Kagura, który przyniósł mu zwycięstwo w konkursie Intel’s Perceptual Challenge.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Rozrywka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story