STEM

Tęczowe warzywa przyszłości

Matka Natura nigdy się nie myli. Oprócz sytuacji, w których się myli, rzecz jasna. Jej błędy postanowili naprawiać naukowcy i hodowcy, którzy doszli do wniosku, że jeśli chodzi, na przykład, o kolory warzyw, to tu sprawę Matka Natura spaprała kompletnie. Warzywa 2.0 mają być ładniejsze, a często: zdrowsze.

Na początku XXI wieku na rynku pojawiło się mnóstwo książek o nowej diecie. Wydawało by się, że w tej kwestii przerobiono już niemal wszystko, od jedzenia wiór z drewna po wcinanie smalcu z miodem. A jednak nie. Dr David Heber, dyrektor Center for Human Nutrition przy Uniwersytecie Kalifornijskim, czy dr James A. Joseph, dr Daniel A. Nadeau i Anne Underwood przekonywali w swych książkach, że ważne jest nie tylko to, ile razy jesz i jak jesz, ale też jakie jedzenie ma kolor.

Podzielili warzywa i owoce na cztery grupy: czerwoną, pomarańczowo-żółtą, zieloną i niebiesko-fioletową, wskazując na korzyści zdrowotne płynące ze spożywania każdej z nich (np. mango i marchewka z grupy pomarańczowej zawierają cenny przy zwalczaniu raka alfa-karoten i wspomagający naprawę zniszczonego kodu DNA beta-karoten). Sekretem ma być odpowiednie mieszanie tych kolorów w codziennych posiłkach.

W sukurs idei kolorowej diety przyszli naukowcy z Holandii. Dr Linda M. Oude Grieg z kolegami z holenderskiego Wageningen University prowadziła badania nad wpływem koloru spożywanych owoców i warzyw na ryzyko wystąpienia zawału. Holendrzy mieli nieco inny podział warzywno-owocowy, bo dodali grupę białą (chodzi o kolor miąższu, nie skórki). I to właśnie ona, zawierająca głównie jabłka i gruszki, okazała się zmniejszać szanse wystąpienia zawału o 52 procent. Tak wskazały trwające dziesięć lat badania na niemałej, bo 20-tysięcznej grupie 41-latków.

Z czasem powyższe teorie trzeba było nieco zmodyfikować, bo, chociażby, zbyt wiele beta-karotenu może blokować funkcje witaminy A, ale ziarno zostało zasiane, żeby użyć farmerskiej analogii.

Stąd pewne popularność produktów kalifornijskiej firmy Colorfoul Harvest, która od dekady hoduje takie dziwadła, jak białe, żółte i czerwone marchewki, fioletowe i pomarańczowe kalafiory oraz rubinowa kukurydza. Ponieważ to zwariowana na punkcie zdrowej żywności Kalifornia, nie ma mowy o GMO. Warzywa nie są modyfikowane genetycznie – ich kolor uzyskuje się poprzez zapylanie krzyżowe roślin o wyselekcjonowanych właściwościach i czekanie, aż kolejne ich generacje będą takie, jak sobie wymarzyliśmy.

Biały kalafior? Nuuuda! Spróbuj żółtego. Albo czerwonego.
Biały kalafior? Nuuuda! Spróbuj żółtego. Albo czerwonego.

Jeśli kogoś interesują szczegóły: zapylanie krzyżowe to technika znana ludzkości od tysięcy lat. Przy zapylaniu rodzaj pyłek dostający się na słupek pochodzi z pręcików kwiatu tego samego gatunku rośliny, ale znajdującego się na innej roślinie.

Jeśli jednak chodzi o nastawienie pro-eko, Colorfoul Harvest nie może się równać z inną amerykańską organizacją, Native Seeds. Działająca w Arizonie Native Seeds podbiła w 2012 roku internet jednym zdjęciem – bajecznie kolorowej kukurydzy. Okazało się, że historia tego okazu łączy się z historią rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Liczący ponad 80 lat Carl Barnes, farmer z Oklahomy, postanowił nawiązać kontakt ze swoimi korzeniami, jako że w jest w połowie Czirokezem i hodować to, co jego przodkowie, w tym kukurydzę. Po latach wyizolował typ rośliny, którą Czirokezi sadzili lata przed tym, zanim ich przesiedlono na tereny dzisiejszej Oklahomy. Nasiona tęczowej kukurydzy trafiły w końcu do Native Seeds, gdzie sprzedaje się je pod nazwą Glass Gem. Zarobione przez organizację pieniądze idą na promocję tradycyjnych form rolnictwa. Czy można sobie wymyślić bardziej chwytającą za serce historię z kukurydzą w roli głównej? I jeszcze jedna, ważna wiadomość: popcorn z Glass Gem jest zwyczajnie biały.

Kukurydza Glass Gem ma indiańskie korzenie.
Kukurydza Glass Gem ma indiańskie korzenie.

Ale rośliny Colorfoul Harvest i kukurydza Glass Gem, mimo że mogą pomagać wcisnąć opornym pięciolatkom dodatkową porcję warzyw na talerz, to tylko wizualne bajery. Nowe kolory warzyw mogą być całkiem poważną sprawą.

Najbardziej znanym i kontrowersyjnym zarazem przykładem jest Złoty Ryż, dziecko naukowców ze Swiss Federal Institute of Technology i Uniwersytetu we Freiburgu.

Jak zapewniają pomysłodawcy, czyli Rockeffeler Foundation, stworzono go w szczytnym celu: aby zapewnić azjatyckim dzieciom większą dawkę witaminy A, za sprawą beta-karotenu, którego biały ryż jest pozbawiony. Gra toczyła się o wielką stawkę – niedobór witaminy A powoduje, że co roku od 250 tys. do 500 tys. dzieci na całym świecie traci wzrok i zwiększa liczbę zgonów kobiet w ciąży.

Tymczasem jedna miska Złotego Ryżu (a dokładniej jego następcy: Złotego Ryżu 2) pokrywa 60 procent dziennego zapotrzebowania dziecka na witaminę A.

Ponieważ jednak Złoty Ryż łączy się z trzema budzącymi grozę literkami: GMO, nie obyło się bez protestów. Najpierw alarm podniósł Greenpeace, który gromił naukowców za badania nad Złotym Ryżem przeprowadzone na dzieciach w Chinach (zdaniem Greenpeace, rodzice dzieci nie zostali wystarczająco poinformowani, czym karmione są ich pociech w testach), a w końcu aktywiści lewicowej organizacji o nazwie Ruch Filipińskich Farmerów zniszczyli pole eksperymentalnej uprawy Złotego Ryżu na Filipinach.

Prawdopodobnie na tym spór o poprawianie warzyw się nie skończy. Tym razem może chodzić o inny kolor. O fiolet.

Mówi Wam coś termin „antocyjany”? To naturalne barwniki roślinne, antyoksydanty, które przyswoił każdy, kto zjadł, na przykład, kupiony od przydrożnej handlarki słoik świeżych jagód. Może warto się z antocyjanami zaprzyjaźnić, bo już kilkanaście lat temu udowodniono, że zapobiegały wystąpieniu raka przełyku u szczurów. Choć, niestety, nie ma dowodów na ich pozytywne działanie u ludzi.

Więcej o fioletowych pomidorach:

Ale prof.r Cahe Martin, biolożka z angielskiego John Innes Centre, z siedzibą w Norwich jest w tym względzie optymistką. Uważa, że jest szansa, by antocyjany udowodniły swoje zbawcze działanie, o ile tylko Anglicy będą jeść pomidory wyhodowane przez jej instytut. Te podobno są równie smaczne i pożywne, jak każde inne. Różnica jest tylko jedna: za sprawą modyfikacji genów stały się denaturatowo fioletowe. A fioletowa skórka oznacza większą zawartość antyocyjanów. Pigment otrzymano dzięki przeniesieniu do pomidora genu z popularnego w Polsce kwiatu o nazwie wyżlin większy, znanej częściej jako lwia paszcza.

„Fioletowe pomidory dostarczają organizmowi tych samych składników, które znajdują się w jagodach czy żurawinie, i które mają korzystne działanie zdrowotne – ale można stosować je w posiłkach, które ludzie jedzą w dużych ilościach i są w rozsądnej cenie”, mówiła prof. Martin BBC.

Prof. Martin ma nadzieję, że powtórzą się wyniki badań, jakie przeprowadzono na podatnych na raka myszach. Okazało się, że te laboratoryjne zwierzęta, które jadły fioletowe pomidory na potęgę i zachorowały, żyły o 30 procent dłużej od swoich chorych na nowotwór koleżanek i kolegów spożywających tylko klasycznie czerwone pomidory.

Prof. Martin ma nadzieję, że fioletowe pomidory pomogą w walce z rakiem.
Prof. Cahe Martin ma nadzieję, że fioletowe pomidory pomogą w walce z rakiem.

Jeśli przyszłoby Ci do głowy zrobić sobie sałatkę z takiego pomidora, to może wolisz frytki? W Wielkie Brytanii można już kupić wściekle fioletowe ziemniaki zawierające dziesięciokrotne więcej antocyjanów, niż te standardowe. Wyhodowało je Colorado State University, z nadzieją, że pomogą w zwalczania raka i nadciśnienia. Ziemniaki noszą dumną nazwę: Fioletowa Dostojność. I są GMO-free, co pozwoli uniknąć kłopotu z fioletowymi pomidorami prof. Martin, już krytykowanymi przez przeciwników modyfikacji genetycznej.

Do fioletowych ziemniaków nie przyczepią się przeciwnicy GMO
Do fioletowych ziemniaków nie przyczepią się przeciwnicy GMO

Co zaś do tych rzekomych pomyłek natury – sprawa wcale nie jest taka prosta. Bo jeśli prześledzić historię niektórych warzyw, to okaże się, że początkowo wyglądały całkowicie odmiennie. Kukurydza, którą zawdzięczamy Majom i Aztekom, bywała w przeszłości zielona, czerwona i niebieska, podobnie jak kalafior, a pierwsze marchewki – wyhodowane w dzisiejszym Afganistanie ponad siedem tysięcy lat temu – były żółte lub, kto by pomyślał, fioletowe.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Nauka

Przeczytaj w następnej kolejności

Read Full Story