STEM

Więcej niż igła i tusz

Pozwólcie, że kogoś Wam przedstawię. To pochodzący z Tyrolu mężczyzna, z zawodu myśliwy. Jest niezbyt urodziwym szatynem o brązowych oczach, ma 160 centymetrów wzrostu, waży mniej więcej 50 kilogramów. Jak dotąd – nic specjalnego. Wyróżniają go jednak dwie rzeczy. Pierwszą są tatuaże. Sporo, bo aż 57. Drugą jest fakt, że ten dżentelmen, którego nazwano Oetzim, lub „człowiekiem z lodu” zmarł 3300 lat temu. Jego zamarznięte, ale znakomicie zachowane ciało znaleziono w Alpach w 1991 roku.

Dla archeologów Oetzi jest kopalnią wiedzy o naszych przodkach. Chcieli dowiedzieć się o nim wszystkiego – co jadł, jak długo żył, dlaczego zmarł (i dowiedzieli się, odpowiednio: mięso jelenia i kozicy i roślinne korzonki, 40-53 lata, rana od strzały). A także: skąd miał te prastare „dziary”? Okazało się, że tatuaże Oetziego zrobione były za pomocą sadzy z ogniska. W tamtych czasach do wprowadzenia barwnika pod skórę służyły prawdopodobnie kolce roślin.

Tatuaże Oetziego (fot. Muzeum Archeologiczne Południowego Tyrolu)
Tatuaże Oetziego (fot. Muzeum Archeologiczne Południowego Tyrolu)

W gruncie rzecz metoda tatuowania nie różniła się znacząco od tamtego okresu. Wciąż chodziło o nakłucie lub nacięcie skóry, by wprowadzić pod nią barwnik. Nieco zmienił sytuację koniec XIX wieku, gdy Samuel O’Reilly zauważył, że do wprowadzenia pigmentu pod skórę można użyć elektrycznego pióra – wynalazku Thomasa Edisona. Ale za chwilę wszystko, co wiemy o tatuowaniu trzeba będzie zweryfikować.

Jeden z pomysłów jest żywcem wyjęty ze zbioru opowiadań „Człowiek ilustrowany” Raya Bradbury’ego. Każda z historii w książce wzięta była z ruchomego tatuażu na ciele bohatera. Naukowcy z University of Pennsylvania poszli tym tropem, wszczepiając pod skórę – póki co: skórę myszy – chipy LED. Szerokie na milimetr i grube na 250 nanometrów LED-y wprowadza się do ciała na jedwabnym podłożu, które utrzymuje je razem, ale z czasem rozpuszcza się w organizmie. Po co to wszystko? Bardzo dobre pytanie i nie ma na nie na razie jasnej odpowiedzi. Podłączone do jakiegoś zewnętrznego urządzenia świecące tatuaże mogłyby informować o poziomie cukru w krwi u pacjentów po operacjach. Choć zastosowania komercyjne, choćby w postaci ruchomego logo jakiejś firmy na plecach, nie są wykluczone. Minusem dla potencjalnych reklamodawców jest to, że ledowe tatuaże są na razie monochromatyczne.

Co prawda, to raczej tatuaż jak z gumy do żucia, ale jakie ma możliwości:

Bardziej oczywiste jest zastosowanie wynalazku grupy Josepha Wanga z University of California. Zwłaszcza jeśli jesteś zawodowym sportowcem. Wyczynowcy doskonale wiedzą, że w trakcie wysiłku fizycznego w mięśniach powstaje kwas mlekowy. Ten pojawia się we krwi w postaci soli nazywanej mleczanem. Nieszczęsny mleczan jest obwiniany przez sportowców za sztywność mięśni, ból wysiłkowy i, ogólnie, całe zło tego świata. Mniejsza o to, czy słusznie, ważne, że jego poziom we krwi jest dla sportowca ważny. Niestety, pobieranie próbek krwi, by to zmierzyć w trakcie wysiłku nie jest ani wygodne, ani przyjemne. W końcu kto lubi igły? Ekipa prof. Wanga wpadła na pomysł, by ciało samo dawało znać o poziomie kwasu mlekowego, za pomocą potu. Wystarczy umieścić elastyczny czujnik mleczanu na tymczasowym papierze tatuażowym, który naklei się na rękę zawodnika, a odpowiednia informacja wyświetli się na ramieniu biegacza czy kolarza i dostarczy niezbędnych danych lekarzom i trenerom.

Owszem, zgoda – dla znawców naklejka to żadna „dziara”, ale to nie koniec historii. Naukowcy Kalifornii zbudowali biobaterię, zasilającą „mleczanowy tatuaż”. Jej „anodą” jest enzym odrywający od mleczanu elektrony, a „katoda” zawiera molekuły je przyjmujące. Prąd jest oczywiście słabiutki, maksymalnie 70 mikrowatów na centymetr kwadratowy skóry, ale wystarczy, by tatuaż nie wymagał dodatkowych, niezbyt bezpiecznych i ekologicznych baterii. Co ciekawe: w testach na rowerach stacjonarnych okazało się, że więcej prądu wytwarzały osoby w mizernej kondycji, a ludzie „fit” byli kiepskimi źródłami prądu.

Taki „tatuaż” może być baterią i wskaźnikiem poziomu mleczanu w organizmie.
Taki „tatuaż” może być baterią i wskaźnikiem poziomu mleczanu w organizmie.

A propos tatuaży i prądu. Dwie firmy, Motorola i Nokia, zdążyły opatentować wynalazki łączące nowe technologie ze sztuką zdobienia ciała. Dość kontrowersyjne, przyznam. Nokia planuje stworzenie tatuażu, który, podłączony do smartfona, wibrowałby, w chwili, gdy ktoś do nas dzwoni. I już nigdy, dosłownie NIGDY nie przegapisz żadnego połączenia.

Jeszcze dziwniejszy jest koncept Motoroli. Ich tatuaż, umieszczony na szyi i skomunikowany z jakimś urządzeniem, na przykład smartfonem, zawierałby mikrofon, wychwytujący dźwięk ze strun głosowych. Dzięki temu dźwięk w rozmowie telefonicznej będzie niemal pozbawiony szumów z tła.

Inna nowość może nie ucieszyć tatuażystów, jako że pozbawia ich pracy, ale ma sens, kiedy przypomnę sobie specjalistę, który zdobił ramię mojego przyjaciela. Dżentelmen ów po pół godziny wykonywania tatuażu zdradzał fatalne w jego fachu objawy choroby alkoholowej – trzęsące się dłonie. Zaradzał temu znikając co chwila, by, powiedzmy, wzmocnić się na zapleczu. Niestety, wizyty wzmacniające miały negatywny wpływ na jego zdolność widzenia i jasność umysłu, co czyniło cały proces tatuowania mało zabawnym dla mego kumpla, a przekomicznym dla nas, jako obserwatorów.

Oto wynalazek koła. Idealnego, wytatuowanego koła:

Francuscy studenci wzornictwa ze szkoły ENSCI les Atelier mówią takim fachowcom stanowcze „nie!”. Wykorzystali do robienia tatuażu drukarkę 3D firmy MakerBot. Żywicową wytłaczarkę zastąpili igłą – et voilà! Odpowiednio zaprogramowana maszyna była gotowa wykonywać wzory z precyzją niedostępną zwykłym śmiertelnikom. Na przykład wykonać koło. Nie jakieś tam koło, ale koło idealne. Trzeba było tylko królika doświadczalnego. Ten znalazł się szybko – „wydzierać” dał się jeden z członków projektu, który poświęcił swoje prawe ramię dla dobra nauki i sztuki. Choć z tym poświęceniem to może przesadzam, w końcu ochotnik ma to, o czym marzy każdy fan tatuaży – pierwszy taki tatuaż w historii ludzkości.

Udostępnij ten artykuł

Podobne tematy

Zdrowie

Przeczytaj w następnej kolejności